Śledź też pies

Co słychać na blogu?

czwartek, 23 czerwca 2016

Rasowy Czwartek #21 - karelski pies na niedźwiedzie

Wybaczcie małą obsuwę czasową - mam nadzieję, że nie pomyśleliście, że dziś Rasowego Czwartku nie będzie ;-) Bo będzie i właśnie jest!

Dziś rozmawiamy o rasie rzadkiej i mało popularnej - karelskich psach na niedźwiedzie :-) Na moje pytania odpowiedzieli Wiktoria i jej pies Ozgard :-)

Skąd wzięłaś pomysł na tą rasę?

Na psa szykowałam się około 2 lat. Czytałam książki behawiorystyczne, różne fora i blogi. Na początku miał być border collie, potem airadle terrier, w między czasie belg. W takim razie jakim cudem skończyło się na karelu? Przecież te rasy nie mają z sobą nic wspólnego. A więc była to sytuacja najzwyklejsza w świecie. Przeglądałam internet w poszukiwaniu ciekawych ras i natknęłam się na karelskiego psa na niedźwiedzie, poczytałam o rasie, a potem zapuściłam się w otchłani internetu szukając więcej i więcej, a akurat los tak chciał, że znalazłam ogłoszenie wystawione tydzień lub dwa wcześniej z szczeniaczkami tej rasy. Skonsultowałam się z rodziną, skontaktowałam się z hodowcą i 2 tygodnie później jechałam po moją wymarzoną czarno-białą kulkę.


Kiedyś gdy słyszałam nazwę "karelski pies na niedźwiedzie" wyobrażałam sobie wielkiego, mięsistego byczka... a potem zobaczyłam go na wystawie. Powiedz coś proszę o historii i przeznaczeniu rasy, bo aż trudno uwierzyć by nazwa mogła mieć coś wspólnego z rzeczywistością! 

 Tak! Sama spodziewałam się, że będzie dużo większy i byłam szczerze zaskoczona gdy zobaczyłam matkę Ozgarda! Oczywiście nazwa ma tu ogromne znaczenie i przyznam szczerze, że gdy ludzie ją słyszą myślą, że zmyślam. Psy te były wykorzystywane do polowań na dużą zwierzynę w tym niedźwiedzie, łosie, żbiki. W wielu źródłach można znaleźć informacje, że ich odwaga uratowała człowiekowi życie. Do Polski trafiła w 1960 roku. Co ciekawe już w drugiej połowie lat 60 ubiegłego wieku, by uniknąć chowu wsobnego, jako reproduktora użyto psa łajki rosyjsko-europejskiej. Wyrażono na to zgodę z powodu bliskiego pokrewieństwa tych ras. Jeśli chodzi o polowania to są bardzo samodzielne - znajdują zwierzynę, a następnie oszczekują i osaczają czekając na myśliwego. Co ciekawe rasa ta kilkakrotnie zmieniła nazwę - mówiono na nią: karelski niedźwiedzie pies, fiński pies niedźwiedzi czy też łajki karelo-fińskie. Dziś nazwy te też są czasem używane. Jeśli chodzi o głębsze zapoznanie się z historią tej rasy to polecam ten artykuł


No dobrze, a co dzisiaj zostało w tej rasie z pierwotnego przeznaczenia? 

Uważam, że jest to jedna z ras, u których nic się nie zmieniło. W Polsce większość osobników używana jest do polowań. Psy te mają niesamowity instynkt, są uparte i samodzielne, a przy tym niezwykle odważne. Wszystko zostało tak jak było na początku i szczerze mówiąc właśnie to jest wspaniałe.


To zdecydowanie nie jest pies dla każdego... co Cię w nich najbardziej zaskoczyło?  

Niestety, ale masz rację. Najbardziej zaskoczyła mnie jego upartość i wrażliwość. Upartość, bo jak czegoś chce (lub też nie chce) to koniec. Nieodpowiednio wychowany będzie się zapierać i sprzeciwiać dopóki nie postawi na swoim. Dlatego właśnie musi czuć w swoim właścicielu swojego przewodnika, przywódce. A wrażliwość, ponieważ wystarczy jeden krzyk w jego najbliższym otoczeniu, a jemu już spada ogon, ma wystraszone oczy i się stresuje. Trzeba być przy nim bardzo ostrożnym.


Co można z takim psem robić na co dzień?  

Co można robić? Wszystko to co z każdym psem :-) Uwielbia długie spacery, wspólne bieganie (niezależnie czy przy rowerze czy nie), wyjazdy na wakacje, można go nauczyć wielu sztuczek, nadaje się do agility czy frisbee. Nie ma żadnych ograniczeń, choć nauka będzie trwała dłużej, bo często nie ma na to ochoty. Jedyne na co trzeba uważać to ciepło w lecie - jedyne ograniczenie. Są bardzo podatne na przegrzanie i przy pierwszych cieplejszych dniach jest im już za gorąco. 


Jaką wg Ciebie mają największą zaletę, a jaką najwiekszą wadę? 

Zarówno największą zaletą jak i wadą tych psów jest ich inteligencja. Kiedy im się chce potrafią zadziwić swoją mądrością, pochwalić się swoimi umiejętnościami. W większości wypadków wykorzystuje to jednak na swoją korzyść i rzadko zdarza mu się zrobić coś bez korzyści dla siebie.\


Kto na pewno nie powinien rozważać tej rasy?  

Nie poleciłabym psa tej rasy osobie, która boi się wyzwań, bo karel jest właśnie takim wyzwaniem. Życie z nim to codziennie nowe problemy, ale też nowe powody do szczęścia. Zdarza się, że jednego dnia jest wszystkie pieski super, a drugiego potrafi zaatakować psa, bo tak jakoś mu się nie spodobał lub pierwszego dnia biega bez smyczy po łąkach i odpuszcza wszystkie tropy, a drugiego znika po 5 minutach. To nie jest pies na kanape, potrzebuje dużo ruchu i dobrego przywódcy, a sam dom z ogrodem mu nie wystarczy. Żeby był to pies dobrze ułożony potrzebuje dużo socjalizacji nawet w późniejszym wieku. Zdarzają się takie problemy jak agresja, a jego szkolenie nie może opierać się na samych (podkreślam samych) metodach pozytywnych. Czemu? Bo po prostu nie działają. Kiedy karel czegoś chce nie obchodzi go przysmak i bez korekty się nie obejdzie. Nie chodzi tutaj żeby psa bić, bo (jak już wspomniałam) są to psy wrażliwe. Zwykle wystarczy zwykła korekta smyczą. W trudniejszych sytuacjach najlepiej go zatrzymać i poczekać aż się uspokoi. Ale przede wszystkim trzeba potrafić pogodzić się z ich naturą, bo wtedy taki pies będzie najlepszym przyjacielem na zawsze. Można by stwierdzić, że sobie zaprzeczam, ale wcale tak nie jest. Chodzi o to, by zrozumieć, że nie zawsze mu się chce, że czasem ma inne zdanie, że nie będzie zawsze idealnym psem idącym przy nodze, że będzie tropić, a przy tym wszystkim nie pozwalać mu na złe zachowania (np.agresja). To co mówię może być zagmatwane, ale takie właśnie jest wychowanie karela. Jeśli chodzi o dzieci to nie stanowią dla niego problemu, a wręcz są mu obojętne, jednak jak każdy pies ma jakieś granice i po jakimś czasie może próbować dziecko skorygować.


A jak z ich zdrowiem?

Z ich zdrowiem bywa różnie i zależy to od wielu czynników (karma, ilość ruchu itd.). Jednak choroby genetyczne, takie jak dysplazja czy choroby oczu, nie występują u nich lub zdarzają się bardzo rzadko.

Co byś doradziła osobie zainteresowanej rasą?

Przede wszystkim spotkać się z hodowcą. Zobaczyć psa tej rasy (a najlepiej kilka, bo mimo typowych cech charaktery zdarzają się różne), wziąć go na spacer, zobaczyć jak zachowuje się w różnych sytuacjach. Czasem warto wybrać się na najbliższą wystawę, choć przyznam, że ze spotkaniem karela może być ciężko.   

 

sobota, 18 czerwca 2016

Po co psu chip i adresówka?

No właśnie. Wydaje mi się, że temat oznakowania psów trochę jeszcze u nas kuleje. Dzisiaj więc trochę o tym, jak to zrobić, by pies był faktycznie bezpieczny.

https://pl.pinterest.com/pin/519954719455785266/
Zacznijmy od tematu oznakowania permanentnego, czyli mikrochipów i tatuaży - jeśli Wasz pies pochodzi z hodowli ZKwP (a często i ze schroniska), to jest wielce prawopodobne, że posiada jedno z nich. Ja nie do końca rozumiem osoby, które w dalszym ciągu psy tatuują (a tacy istnieją - niestety), bo raz, że tatuaż zarasta włosami i rozciąga się na skórze rosnącego szczeniaka, a dwa - raz widziałam, jak się te tatuaże np. w moim oddziale ZKwP robi... i - oszczędzając Wam szczegółów - miałam ochotę pana, który to robił, dokładnie w ten sam sposób potraktować. Mikrochip jest znacznie bardziej pewny, no a dodatkowo jego umieszczenie pod skórą jest praktycznie bezbolesne (tak, zgadza się - widzę po moich nie reagujących na to szczeniakach).

Tylko, że sam chip to nie wszystko - niestety, to że pies go ma nie oznacza, że będzie do nas łatwy kontakt, gdy zaginie i ktoś go znajdzie. Warunki są 2 - znalazca musi wiedzieć, że pies tego chipa faktycznie ma, a do tego powinien być on zarejestrowany w jednej (lub kilku) bazach numerów chipów. Gdy wyświetlony na czytniku numer zostanie w taką bazę wpisany wyskoczy kontakt do nas.
Najwieksze bazy to SafeAnimal, CBDZOE i Polskie Towarzystwo Rejestracji i Identyfikacji Zwierząt. Pierwsza i ostatnia to bazy połączone z ogolnoeuropejską bazą EuroPetNet - oznacza to, że nawet jeśli pies zaginie nam poza granicami kraju, to jest spora szansa na odnalezienie go.

Druga sprawa to adresówka, czyli metalowe (lub plastikowe, drewniane) kółeczko przyczepiane do obroży lub szelek zawierające dowolne informacje, ale koniecznie numer telefonu. Na rynku dostępnych jest mnóstwo wzorow, kolorów i typow adresówek, wiec na pewno każdy znajdzie coś dla siebie. Niestety, minus adresowki jest taki, że nie mamy gwarancji, że będzie przy psie niezależnie od okoliczności - nawet najlepiej dopasowana obroża może spaść, a nawet najmocniejsza adresówka zostać uszkodzona, czyli choćby przełamana. Dla mnie adresowka to tylko i wyłącznie dodatek do chipa... choć ważny dodatek i moje wszystkie psy je noszą.


A Wy jak oznakowaliście swoje psy? Może polecacie jakieś jeszcze bazy numerów chipów?

czwartek, 16 czerwca 2016

Rasowy Czwartek #20 - azawakh

Kolejny już "okrągły" Rasowy Czwartek, i dzisiaj z tej okazji rasa... wcale nie okrągła, a wręcz przeciwnie ;) Za to na pewno wyjątkowa. Założę się, ze nie spotykacie ich na co dzień na ulicach, a na wystawach widujecie sporadycznie - w związku z tym dzisiaj rozmowa z Olą Teresińską z hodowli Hiddekel :-) Zapraszamy na zagłębienie się w orientalny swiat azawakhów! Myślę, że docenicie tą wspaniałą opowieść ilustrowaną przepięknymi zdjęciami Oli.




Skąd pomysł na tak egzotyczną rasę?

Mogłabym powiedzieć, że Azawakh pojawił się przypadkiem w moim życiu, ale że przypadków nie ma ... Nigdy nie myślałam, że będę mieć Azawakha, to nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Moim marzeniem zawsze był Saluki, ale w tamtym czasie nie mogłam znaleźć odpowiedniego. Wtedy też  poznałam hodowczynię swojego Azawakha, a że mieszkałam stosunkowo blisko niej miałam zatem możliwość lepszego poznania tej rasy, a także obserwowania rozwoju szczeniaczków. Mogę powiedzieć, że byłam z nimi od 2 czy 3 tygodnia życia do momentu aż pojechały do domu. Wtedy gdzieś narodziło się pragnienie posiadania tej wyjątkowej rasy. Mając minimalne doświadczenie wzięłam Farę ( mojego azawakha) do domu. Miałam wrażenie, że ona czekała na mnie. Tak więc tym sposobem w moim życiu pojawił się pierwszy chart i pierwszy Azawakh.






Masz 3 charty, w tym azawakha... dlaczego to ta rasa właśnie Cię urzekła?

Jak już wspomniałam widziałam jak miot, w którym była moja suczka dorastał. Widziałam jak małe kluski dostają tej charciej szczupłości, jak zmieniają się im charaktery. Chyba najbardziej zafascynował mnie właśnie ten charakter. Ciągle dziki, niepokorny, a jednocześnie dla najbliższej rodziny Azawakh to prawdziwa słodkość i cierpliwość. Moim zdaniem charty te łączą w sobie wiele cech charakteru, które są przyporządkowane do różnych ras. Do tego są bardzo inteligentne. Ponieważ ich ojczyzną jest Afryka, czyli teren dosyć trudny, musiały nauczyć się wychodzić z różnych sytuacji. Na prawdę fascynujące jest to jakie potrafią być wytrwałe i uparte.




Myślę, że w tym momencie warto byłoby wspomnieć o historii i pochodzeniu Azawakhów. Do czego były używane?

Azawakh czyli Chart Afrykański, jak sama nazwa wskazuje swoje korzenie ma w Afryce w szczególności w rejonach Mali, Nigru i Burkina Faso. Na tych terenach żyją nomadowie, czyli ludność wędrująca. Azawakhi kojarzone są głównie z Tuaregami, których można spotkać na w/w ziemiach. Grupa tych ludzi zajmuje się między innymi hodowlą kóz i bydła, oczywiście przemieszczając się co jakiś czas, dlatego w tym wszystkim niezbędne są im psy. Ponieważ między ludzką rodziną lub jednym właścicielem, a Azawakhami wytwarzają się silne więzi Tauregowie zaczęli używać ich jako psów do obrony dobytku, czy też innych zwierząt hodowlanych. Często są też kompanami przy polowaniach, jednak nie zabijają zdobyczy, ale ją obezwładniają np. gazelę czy dziką świnię.  Interesujące jest to, że potrafią polować w większych grupach jak i będąc tylko jedynym psim towarzyszem człowieka. 




A dzisiaj? Czy pozostało w nich coś z tego pierwotnego typu?

Cała rasa jest dosyć mocno pierwotna. W 1970 roku została sprowadzona do Jugosławi przez jugosłowiańskiego dyplomatę jako podarunek od nomadów. Nie jest to tak bardzo odległy czas, więc w rasie nie doszło do drastycznych zmian. Stopień jej udomowienia wydaje się być taki sam, jedynie tereny gdzie zamieszkują Azawakhi się zmieniły- żyją na całym świecie, na wszystkich kontynentach. Na pewno pierwotnym instynktem jest silne przywiązanie do swojego człowieka, swojej ziemi i swoich rzeczy. Z pozoru łamliwe wyglądający Azawakh, podczas ochronyswojego terytorium może być bardziej skuteczny niż typowy pies obronny. Obserwuję swoją sukę jak i inne psy z rasy - potrafią ignorować ludzi poruszając się w tłumie na terenie im nie znanym, jednak będąc już na "własnej" przestrzeni, choćby minimalnej, włącza im się tryb obrony terytorium. Kolejną sprawą jest pogoń, dlatego często (chociaż nie w Polsce) można spotkać Azawakhi biorące udział w coursingach czy też biegające po torach. Nawet dobrze usłuchane i pilnowane mogą zniknąć nam z oczu gdy zobaczą na horyzoncie coś, co przykuje ich uwagę.




Przypomnij sobie Wasze początki... co Cię najbardziej zaskoczyło w tej rasie?

Elegancja, gracja, wyrafinowanie i mądrość płynąca z oczu.. Przebywając w domu hodowczyni mojej Fary, mogłam zaobserwować jak staję się częścią Azawaczego życia i jak z obszczekanego intruza zmieniłam się w osobę, której nie szczędziły psich pocałunków. Najbardziej zaskoczyła mnie ich siła charakteru, ponieważ prawie każdy pies z tego stada chciał być liderem. Obywało się bez krwi, jednak z całej psiej postawy można było wywnioskować, na jakim etapie są różne relacje. Rozmawiając z innymi hodowcami, również wychwytuję to jak bardzo złożoność Azawakha fascynuje nie tylko mnie, ale każdego posiadacza tej rasy. Mowa ciała Azawakhów i rozumienie jej przez ludzi jest na prawdę fascynujące. Uważam, że więź z Azawakhiem jest najbardziej magiczna i tego nie da się opisać słowami. To trzeba czuć. Obie z Farą wypracowałyśmy sobie szereg znaków, które rozumiemy tylko my. Wystarczy, że spojrzę jej w oczy i na prawdę wiem, czego ona w tym momencie chce. To samo w drugą stronę, Fara potrafi zakomunikować swoje potrzeby. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że nie uczyłyśmy się tego. Po prostu porozumienie przyszło samo. Wiem, że inni hodowcy podzielają moje zdanie.




Jak się na co dzień żyje z Azawakhiem?

Żyje się jak z każdym innym psem, chociaż może trochę bardziej leniwie? Moja Fara już od szczeniaka potrafiła spać do południa i siłą musiałam wyciągać ją na dwór. Obecnie jest równie leniwa i jedyną żywiołowość przejawia na spacerach w towarzystwie saluków, albo gdy zobaczy coś za płotem - zazwyczaj obszczekiwani są rowerzyści. Mieszkamy na wsi i nie mamy dzwonka przy drzwiach, dlatego Fara również spełnia świetnie funkcję domofonu. Moja Azawacza piękność to bardziej kanapowy pies niż afrykańska dzika księżniczka. Jeżeli nie śpi akurat w ogrodzie, to śpi na fotelu - ma swój ulubiony. Na tyle ulubiony, że potrafi wejść siedzącemu na głowę, byle by ten zszedł. Obecnie standardowe posiłki to BARF, choć zaczynałyśmy od suchej karmy, a za szczeniaka od zbożowych rzeczy (wiąże się to właśnie z pochodzeniem i przystosowaniem).Co jakiś czas odbywamy bardzo długie spacery po polach za wsią, tak aby mogła rozładować całą swoją energię. 




Czy to chorowita rasa? Co je najczęściej nęka?

Ze wszystkich ras chartów Azawakhi są najmniej chorowite. Tak na prawdę mało wiadomo o ich zdrowiu, zważywszy na fakt, że stosunkowo krótko są w Europie, a linie tych psów dalej żyją dziko w Afryce. Nikt nie jest zatem w stanie powiedzieć w stu procentach na jakie choroby chorują Azawakhi. Nie są niezniszczalne mimo swojej życiowej postawy. Jak każdego psa, trzeba je dobrze odżywiać, aby nie miały problemów np. z brakiem jakichś witamin - mimo wszystko jest to chyba normą dla każdej rasy. Wiem, że zdarzały się przypadki jakiegoś genetycznego uszczerbku na zdrowiu, jednak był to kilka przypadków na X żyjących Azawakhów. Wiele dożywa sędziwego wieku w swoich domach.




Komu poleciłabyś Azawakha, a komu na pewno byś go odradzała?

Azawakh nie jest psem maskotką, nie jest też psem, do którego można cmokać. Azawakhi należy podziwiać i szanować. Nadają się dla osób, które są w stanie pojąc ich złożoną naturę. Azawakh funkcjonujący w rodzinie w niczym nie przypomina dziko żyjącego psa na obrzeżach Sahary. Są to psy słodkie, zaczepne, lubiące jednak wylegiwać się przy właścicielu i czekać, aż ten pomizia je po brzuszku. Słuchają ogółu, jednak respekt mają tylko do swojego wybranego człowieka, z którym nawiązują wieź, dlatego ważny jest również charakter właściciela. Nie można pozwolić, aby Azawakh nas zdominował, dlatego mimo całej miłości trzeba być konsekwentnym w swoich działaniach. Ludzie, którzy chcą mieć Azawakha bez poznania go, kierujący się tylko i wyłącznie modą czy też wyglądem nie powinni w ogóle rozważać jego zakupu.




Rasa jest bardzo mało popularna... jak znaleźć dobrego hodowcę?

Moim zdaniem dobry hodowca Azawakhów, to taki, którego interesuje współczynnik inbredu. Wiele Azawaków jest ze sobą spokrewnionych w znacznym stopniu, dlatego w interesie rasy jest dobranie psów tak, aby nie zawęzić i tak małej puli genowej. Wielu hodowców trzyma się tej zasady. Jak w każdej rasie znajdą się też osoby, które myślą w zupełnie inny sposób. W Polsce istnieje kilka hodowli, w tym moja początkująca. Tak na prawdę istotne jest również to jakiego psa szukamy, czy kierujemy się tylko i wyłącznie wystawami, czy po prostu historią Azawakhów, albo jednym i drugim. Czy chcemy psa na kolanka, czy pod hodowlę. Na świecie jest wielu hodowców i każdy z przyjemnością opisze życie z Azawakhiem potencjalnemu przyszłemu właścicielowi. Potrzebna jest też mentalne dopasowanie osób; większość hodowców utrzymuje stały kontakt z właścicielami swoich psich dzieci. (Wykaz hodowców Azawkhów można znaleźć na www.azawakh.online , strona ciągle jest rozbudowywana) 





Jakie masz plany na najbliższą Azawakhową przyszłość?

Obecnie planuję miot po Farze, zaliczymy też pewnie parę wystaw. Ten rok był odpoczynkiem i przygotowaniem Fary do rodzicielstwa - czyli wizyty u weterynarza i kończenie różnych championatów. Plany hodowlane można znaleźć na mojej stronie. Nie wykluczam w przyszłości powiększenia stada, poprzez pozostawienie sobie szczeniaka po mojej Azawaczce. Planuję też sprowadzić  coś „świeżego”, co z punktu widzenia hodowcy da mi większe pole do urozmaicania puli genetycznej rasy.


wtorek, 14 czerwca 2016

Śmierdząca sprawa, czyli dlaczego psy jedza odchody

Oczywiście, nie wszystkie psy i nie wszystkie odchody... ale jednak nie oszukujmy sie - to się zdarza. Dzisiaj więc będzie o kupie. A nie mówiłam, że w tym tygodniu lżejsze tematy? ;)



Nie czarujmy się: jedzenie kupy w wykonaniu naszego psa to nic przyjemnego - w końcu jak mu potem dać buziaka? ;) No ale cóż - zdarza się i najlepszym, w związku z tym usystematyzujmy wiedzę, bo to od rodzaju kupy zależy powód konsumpcji.

Zacznijmy od tego, że najzupełniej normalnym i wręcz logicznym zachowaniem jest zjadanie przez sukę odchodów jej szczeniąt. Zachowanie to psom zostało jeszcze od wilczych przodków - matka musiała dokładnie sprzątać w norze, by zapach nie zdradził, że śpią tam psie oseski i nie zwabił innego drapieżnika, który pod jej nieobecność mógłby je zwyczajnie zabić. W związku z tym psie mamy sprzątają po maluszkach. Jak długo? Najczęściej do momentu, gdy są karmione ich pokarmem, ale zdarza sie (i ja mam taką w domu), że chcialyby i znacznie dłużej.

Idąc dalej - pojawić się może problem zjadania swoich własnych odchodów. Jeśli mówimy o szczeniaku, to jest to najczęściej zachowanie przemijające - zwyczajnie wyniesione z "domu" - w końcu maluszek obserwował mamę, która tak robiła! Niestety, to nie jedyny powód.
Drugą przyczyną zjadania własnych odchodów może być stres - szczególnie wywołany nieodpowiednią (czyli awersyjną - zbudowaną na karach) nauką czystości. Jeśli karzesz swojego psa za załatwienie się w domu, może on najzwyczajniej w świecie zacząć swoje odchody zjadać natychmiast po "wyprodukowaniu" - by uniknąć kary. O nauce czystości jeszcze będzie w oddzielnym poście, obiecuję!

Bardzo często zdarza się, że psy zjadają odchody roślinożerców - w naszych warunkach, krów i koni. Jest to spowodowane często potrzebą uzupełnienia flory jelitowej (to "dobre" bakterie bytujące w przewodzie pokarmowym, które chronią przed zakażeniem bakteriami chorobotwórczymi). Na pewno w przypadku bardzo nasilonego zjadania odchodów warto sprawę skonsultować z weterynarzem oraz zrobić podstawowe badania krwi.

A co w temacie kup ludzkich, kup innych psów czy np. wyjadania kocich kup z kuwety?

Wyjaśnienia są dwa.
Jedno z nich to atawizm (czyli regresja ewolucyjna, pojawienie się u danego organizmu nietypowych dla niego cech bądź zachowań, charakterystycznych dla jego odległych przodków). Pierwsze psy, gdy zaczynały bytować w okolicach ludzkich siedlisk, pozywiały się wszystkim, co ludzie wyrzucali, a więc i odchodami. (Atawizmem jest również zjadanie przez sukę odchodów szczeniąt)
Drugie - jakkolwiek absurdalnie to brzmi: względy smakowe. No niestety, taka smutna prawda - niektóre psy najzwyczajniej w świecie to lubią... tak jak my czekoladę ;)


Na temat sposobów na zjadanie przez psy odchodów wypowiedzcie się Wy - co robicie, by temu zapobiec lub ukrócić kupożerstwo? ;-)

niedziela, 12 czerwca 2016

Masz prawo powiedzieć :nie: !

Tak trochę na fali ostatniego wpisu o rodzicach i dzieciach, trochę - bo ostatnio bardzo często jesteśmy w mieście z psami i wystawiamy się pod ostrzał ;) Dzisiaj dalszy ciąg moich przemyśleń o tym, co wolno, a co nie.


W szeroko pojętej przestrzeni publicznej przyjęłam jedną, prostą zasadę: najważniejszy dla mnie jest mój pies (a w zasadzie, jako, że pojawiamy się w mieście często z kilkoma Śledziami - psy). Co z tego wynika?

Chociażby to, że niejasna potrzeba rodziców mówiąca, że ich dziecko powinno, a wręcz musi mojego psa pogłaskać, jest dla mnie kompletnie nieistotna. To ja decyduje, kto, kiedy i w jaki sposób będzie dotykał mojego psa i nie ma żadnych kompromisów. Przede wszystkim nigdy nie daję głaskać psa osobom, które wcześniej nie zapytały o pozwolenie. Nigdy i nie istnieją żadne wyjątki w tej materii. Druga sprawa - zawsze ucinam kontakt, gdy widzę, że dana osoba ma w poważaniu moje tłumaczenie o tym, jak do psa podejść i jak go dotykać, by było to komfortowe. Zazwyczaj wtedy powtórzę jeszcze raz (choćby o nie głaskaniu po głowie), a jesli i to nie skutkuje, to po prostu odchodzę.
Na koniec - sprawa najważniejsza: nigdy, przenigdy nie zgadzam się na głaskanie, gdy widzę, że mój pies z jakiegokolwiek powodu czuje się niekomfortowo w danej sytuacji. Nie i już. On też ma prawo mieć gorszy dzień.

Nie znaczy to oczywiście, że uważam, że mi i moim psom wszystko wolno - absolutnie! Ale aby one nie musiały bronić swojej przestrzeni (czyli tej socjalnej bańki, którą wokół siebie ma każdy), to robię to ja.


Nie wiem w zasadzie, dlaczego tak się dzieje, ale często widzę właścicieli psów, którzy - sadząc po minie - zaprotestować by chcieli, a jednak tego nie robią. Z czego to wynika? Dlaczego tak często ludzie zapominają języka w gębie i nie reagują na to, jak ktoś sprawia ich psu w jakikolwiek sposób - przykrość?

Żeby było jasne, drogi Czytelniku i droga Czytelniczko: macie prawo powiedzieć "nie" w sytuacji, gdy kontakt z obcym człowiekiem czy innym psem miałby dla Waszego czworonoga być niekomfortowy. Powiedziałabym wiecej: macie taki obowiązek! Obowiązek wynikający z miłości do Waszego psa i realcji, jaka jest między Wami.

Jakie jeszcze obowiązki z tego wynikają? Choćby dbanie o bezpieczeństwo swojego psa. Tak tak, chodzenie z psem przy ulicy luzem czy zostawianie psa samego pod sklepem należą wlaśnie do tej kategorii. Tak, mnóstwo osób tak robi, podejrzewam, ze i Wasi rodzice, i dziadkowie tak robili i teraz twierdzą, że przecież się nic nie stanie, a po co iść 2 razy - do sklepu i z psem na spacer, skoro wszystko można załatwić przy jednej okazji? W tej sytuacji również macie prawo, a nawet obowiązek powiedzieć kategoryczne "nie" takiemu postępowaniu. Nawet najbardziej usłuchany pies ma prawo sie nagle przestraszyć (niech podniesie rękę ten, którego nigdy w życiu nie wystraszyła jakaś glupota, która stala się nagle - ot np. ktoś odzywający się do Was, gdy się zamyślicie; nie widzę...), nawet najgrzecznej czekającego pod sklepem psa można ukraść.


Ech... to chyba wyczerpałam swoje moralizatorskie potrzeby na najbliższy czas ;) Od przyszłego tygodnia wracamy do lżejszej tematyki..... chyba, że znowu mi się ktoś nawinie ;) Ale błagam, nie!

czwartek, 9 czerwca 2016

Rasowy Czwartek #19 - owczarek szetlandzki

Nie odkryję Ameryki stwierdzeniem, że od pewnego czasu psie sporty zrobiły się niesamowicie wręcz popularne. Co za tym idzie - wzrosła również liczba spotykanych przeze mnie na ulicach czy w internecie chociażby border collie, aussików i innych ras, które w sportach są świetne. Nie widzę za to w dalszym ciągu zbyt wielu sheltie - a są psami niezwykle wszechstronnymi i chętnymi do współpracy.
Własnie o tej rasie rozmawiałyśmy niedawno z Krystyną Szulc z hodowli Vesca Montana.


Kiedy Ty zakochałaś się w tej rasie?


Po raz pierwszy spotkałam owczarki szetlandzkie w końcu lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Wówczas były one rzadkością i mało kto je znał. Zwróciły one moją uwagę gdyż z wyglądy bardzo przypominały mi ulubione przeze mnie owczarki szkockie. Taką suczką collie opiekowałyśmy się z siostrą w latach szkolnych i tak pozostała w nas sympatia do tej rasy. Zaletą sheltie było jednak to, że są to małe pieski (do 40 cm wzrostu) , a więc znacznie bardziej nadawały się nam jako współmieszkańcy mieszkań w bloku.
Szczególną sympatią darzyłyśmy naszego pierwszego psa sheltie, który przyjechał do nas ze Stanów. Pomimo, że był to pies już dorosły szybko zjednał sobie  nas i naszego pudla. Był to niezwykle towarzyski pies i bardzo przyjaźnie nastawiony do ludzi i innych czworonogów., co z resztą jest cechą charakterystyczną dla tej rasy.



No dobrze, co w nich jest takiego wyjątkowego?


Jak już wspomniałam  owczarki szetlandzki, to psy niezwykle sympatyczne, wesołe i chętne do zabawy. Jest to rasa zaliczana do najbardziej inteligentnych. Psy te chętnie współpracują z człowiekiem, szybko się uczą, nie wykazują przy tym żadnych objawów agresji ani tchórzostwa.  Każdy kto bliżej pozna tę rasę staje się wkrótce jej wielbicielem.
Szetlandy to psy o dużym temperamencie, uwielbiają długie spacery w towarzystwie ludzi, ale równie dobrze zaspokoi ich stosunkowo krótki spacer, gdzie będzie miał możliwość wybiegania się.



Oryginalnie były psami zaganiającymi, prawda? A czy dzisiejsze shetlie również można zobaczyć przy pracy?


Tak, psy tej rasy pochodzą oficjalnie z Wysp Szetlandzkich (stąd ich nazwa). Ostry klimat Wysp  i mocno skalisty teren preferował tam psy małe, lekkie i zwinne. Owczarki szetlandzkie  używane były do pilnowania stada, ale nie w sensie ochrony przed innymi zwierzętami drapieżnymi, ale jako psy zaganiające, utrzymujące stado razem.
Dziś rola tych psów tak jak i innych psów pasterskich znacznie się zmniejszyła, choć  nadal niektórzy właściciele szetlandów posiadający stado owiec lub gęsi używa je do pomocy w pasterstwie. W Polsce są to mi.in Ola Rosiak koło Płocka  czy Karolina Walczak koło Olsztyna. Często też wielu hodowców (zwłaszcza w ostatnim czasie) chętnie testuje swoje psy pod kątem posiadanego przez nie instynktu pasterskiego (Próby Instynktu Pasterskiego) i okazuje się , że spora ilość  szetlandów taki instynkt posiada.




Co jeszcze - oprócz pracy z owcami - można robić z tymi psami?


Ze względu na duży temperament psów tej rasy doskonale sprawdzają się  w różnego rodzaju psich sportach takich jak flyball, obedience, frisbee  czy agility
To doskonałe zajęcie dla psa i jego właściciela-przewodnika, które pozwala na nawiązanie bliskiego kontaktu człowieka z psem oraz pozwala na przyjemnie aktywne spędzenie wolnego czasu.



Nie moge o to nie zapytać: jak mieć shetlie i nie polec w temacie pielęgnacji?


Owczarki szetlandzkie to psy długowłose i często traktowane są jako psy wymagające specjalnej pielęgnacji. Nic bardziej mylnego. Wbrew pozorom pielęgnacja sheltie nie jest zbyt kłopotliwa. Ich włos jest gładki i łatwo oczyszcza się samoistnie. Nie ma przy tym tendencji do filcowania się, toteż całkowicie wystarczy, gdy psa wyczeszemy raz na 10 – 14 dni.
Częstszego doglądania wymagają jedynie okolice uszu, pachwin i tzw. portek, które należy przeczesać co kilka dni. Zbyt częste czesanie powoduje nadmierne usuwanie włosów. Czesanie szetlanda należy wykonywać szczotką włosianą, lub miękką drucianą, zawsze po uprzednim lekkim zwilżeniu włosów wodą z dodatkiem odżywki do włosów, co zapobiega łamaniu się i szarpaniu włosów.
W czasie linienia, o ile nie wybieramy się na wystawę, kąpiel psa przyspieszy zrzucanie martwego włosa i skróci ten okres. Kąpiele higieniczne wykonuje się gdy zachodzi taka potrzeba, z reguły wystarczy  2–3 razy w roku.
Wysoce niewskazane jest ich strzyżenie, co ostatnio zaczyna się niekiedy obserwować. Ich włos okrywowy a także krótki podszerstek doskonale chronią je przed przemoknięciem i przegrzaniem w czasie upałów. Pozbawienie psa włosa może spowodować jego przegrzanie a nawet poparzenia słoneczne.



No dobrze, komu w takim razie poleciłabyś tą rasę?


Można powiedzieć, że szetlandy to psy raczej uniwersalne. Nadają się dla ludzi aktywnych, ale też i do domu z małymi dziećmi. Trzeba jednak przyznać, że są to psy, które nie znoszą przymusu i nadmiernego hałasu (krzyków). Szetlandy mogą mieszkać zarówno w domu jak w domku z ogrodem, ale nie powinny być one pozostawione w ogrodzie samotnie przez długi czas. Psy te bardzo potrzebują towarzystwa ludzi i w ich towarzystwie czuja się najlepiej. Pomimo długiego włosa nie nadają się one do stałego trzymania na dworze.



Na co musi przygotować się potencjalny właściciel?


Potencjalny nabywca szetlanda szybko zda sobie sprawę, ze kupił psa niezwykle sympatycznego, wesołego i aktywnego. Te psy w krótkim czasie zdobywają serca ludzi. Małemu szczenięciu trzeba zapewnić jednak trochę zajęcia w ciągu dnia. W przeciwnym razie on sam będzie szukać jakiegoś zajęcia.
Należy jednak podkreślić, że duży temperament psów tej rasy może czasem być dla nich  zgubny, gdyż chętnie gonią one przedmioty lub ludzie będących w ruchu. Widząc więc biegnącego człowieka, rowerzystę czy jadący samochód chętnie puszczą się w pogoń za nimi. Gdy pies nagle wybiegnie na jezdnię, może to skończyć się dla niech nawet tragiczna śmiercią. Dlatego już od małego szczenięta należy oduczać takiej reakcji.
Inną czasem niekorzystna cechą psów tej rasy jest ich nadmierna szczekliwość, która może być niekiedy uciążliwa dla sąsiadów. Stąd już od małego szczenięcia należy tę oduczać i nie pobudzać psa do szczekania w zabawie.



Na co chorują shetlie?


Owczarki szetlandzkie należą do psów zdrowych, choć czasem zdarzają się w tej rasie przypadki niedoczynności nerek.
U niektórych ras psów, w tym też i sheltie stwierdzono zwiększoną wrażliwość na niektóre leki. Czynnikiem odpowiedzialnym za nadwrażliwość jest mutacja genu MDR1, który odpowiada za prawidłowe wchłanianie leków do organizmu. Jest to związane z występowaniem zmodyfikowanego genu tzw MDR1. Gdy gen jest niezmieniony, toksyny takie jak Ivermectin i jej pochodne, nie mogą dostać się do tkanki nerwowej. W przypadku modyfikacji genu brak jest tej ochrony i substancje szkodliwe w wysokich stężeniach docierają bezpośrednio do tkanki nerwowej. W efekcie podanie szkodliwych leków psom dotkniętym tym defektem powoduje skutki uboczne. Objawia się to problemami z ruchem, koordynacją, dreszczami, zawrotami głowy, wymiotami, powiększeniem źrenic, zwiększonym ślinieniem i może prowadzić do śmierci. Do leków niebezpiecznych należą przede wszystkim leki przeciw pasożytnicze Iwemectina (Ivomec) i pochodne opium, leki hamujące biegunkę Loperamid (Immodium).
Jednak ostatnio coraz częściej hodowcy korzystają z możliwości przetestowania swoich psów i szczeniąt pod tym kątem.
U psów tej rasy niekiedy spotkać można także problem anomalii oczu collie (CEA), choc w przypadku sheltie choroba ta nie postępuje z wiekiem i nie powoduje w późniejszym wieku u nich ślepoty.




Jesteś hodowcą od wielu lat... co jest dla Ciebie w hodowli najważniejsze?


Chyba jak każdemu hodowcy także i mnie bardzo zależy aby urodzone u mnie szczenięta były nie tylko piękne, ale także zachowały dobre zdrowe przed długie lata. Z tego powodu osobniki wadliwe, które mogą przekazywać te cechy swojemu potomstwu powinny być eliminowane lub należy zwracać szczególną uwagę na odpowiedni dobór rodziców. Szczególnie dotyczy to wad, które mogą powodować u potomstwa  kalectwo.
Z drugiej strony jako hodowcy psów rasowych bardzo zależy mi aby urodzone szczenięta w jak największym stopniu zbliżone były do opracowanego dla tej rasy standardu FCI. Oczywiście jest to rzecz bardzo trudna i praktycznie rzadko kiedy rodzą się wybitne ideały. W każdej hodowli trafiają się egzemplarze piękne i mniej urodziwe. To rzecz zupełnie normalna.





Komu nigdy nie sprzedalabyś szczeniaka?


Czas rozstawania się ze szczeniętami to chyba najbardziej przykry moment w życiu hodowcy, o ile nie traktuje on hodowli wyłącznie jako źródło zarobków.
Dla mnie bardzo ważne jest gdzie trafią moje maluchy. Zawsze więc przed sprzedażą szczenięcia staram się jak najwięcej dowiedzieć o potencjalnym nabywcy  jakie ma wobec psa oczekiwania i dalsze plany.  W jakie warunki może trafić szczenię.
Ze swej strony nigdy nie sprzedam psa osobom osobom,  które kupują psa pod wpływem chwilowego zauroczenia lub chcą zaspokoić zachcianki swoich dzieci. Takie psy wcześniej czy później stają się w domu kłopotliwym „przedmiotem”, którego po pewnym czasie chętnie się pozbędą.   Nie sprzedam także psa osobom nieodpowiedzialnym, zbyt nerwowym lub spędzającym większość dnia w pracy i pozostawiającym psa w tym czasie samotnie w domu czy nawet ogródku.

  

Gdybyś miała powiedzieć o jednej rzeczy, która jest dla Ciebie w życiu shetlie najlepsza, to co by to było?


Spokojny dom, w którym pies jest kochany i traktowany jest jak członek rodziny. Dom bez nadmiernego krzyku i hałasu, zapewniający mu ulubiony bliski kontakt z człowiekiem.






wtorek, 7 czerwca 2016

Rodzicu, MYŚL! czyli pies + dziecko

Ostatnio szlag mnie dosłownie trafia - nie wiem, czy to moje parszywe szczęście, czy przypadek, ale od jakiegoś czasu praktycznie codziennie wpadają mi w oczy kretyńskie posty rodziców na temat koegzystencji psów i dzieci. Aż się uzewnętrznić muszę, bo to dla mnie za dużo.


Bez zbędnych wstępów: przerażona jestem tym, jak bardzo co poniektórzy rodzice nie umieją odczytać psiego języka ciała, w związku z czym pozwalają na niekomfortowy dla psa kontakt. Powiedzmy to jasno i klarównie:

dla psa żadnym funem nie jest, gdy dziecko się na niego kładzie, gdy wkłada palce do oczu, pyska, nosa, gdy ciągnie za ogon, uszy czy sierść


To naprawdę nic fajnego dla psa. Oczywiście - pies może to akceptować i większość psów wychowanych od małego z dziećmi tak właśnie będzie reagować... ale nie ma to nic wspólnego z psią przyjemnością. Kompletnie nic.

To logiczne, że jeśli mamy do czynienia z naprawdę małym dzieckiem (niemowlakiem chociażby), to temu dziecku zwyczajnie nie wytłumaczymy, co wolno, a co nie. Tu miejsce na rodzicielską interwencję - zwyczajne hamowanie takich zapędów przez chociazby zabranie dziecka od psa. Ze starszymi będzie już łatwiej - w sieci chociażby jest mnóstwo grafik, które naprawdę łopatologicznie wyjasniają, jakie sygnały daje pies oraz co wolno, a co nie - chociażby taka:


Do tego - uzupełniająco - grafiki pokazujące, co pies mówi nam swoją mową ciała. Ja osobiście bardzo lubię te z boston terrierem Boogie (w polskiej wersji - Reksiem ;-) )



Warunek jest jeden: to musi wyjść od rodzica. A nie wyjdzie, jesli rodzic nie będzie chciał spojrzeć o metr dalej niż czubek własnego nosa i zastanowić się nad tym, jak funkcjonuje pies. Niesamowite, że większość z rodzicow nie mających na ten temat pojęcia do przyjścia na świat dziecka przygotowywała się miesiącami - przekopali internet i multum ksiażek, rozmawiali ze specjalistami. Gdy w domu miał pojawić się pies? Już nie.

Oczywiście, nie chcę generalizować - znam fajnych, normalnych rodziców umiejących ustalić granice w kontaktach na linii pies-dziecko. Kilka z moich szczeniaków właśnie w takich rodzinach żyje i są szczęśliwe... niestety, znacznie częsciej widzę kretyńskie podejście pt. "dziecku wolno wszystko, a pies przeciez taki zachwycony - nie ucieka!"

Nie będę ukrywać - u mnie w rodzinie psy były zawsze, ale z granicami było słabo. Teraz jest lepiej, głównie - nieskromnie mówiąc ;) - dzięki mojemu i Śledziowego tłumaczeniu, pokazywaniu i wyjaśnianiu, ale ja sama rzadko miałam w kontaktach z psami stawiane granice. Szkoda, teraz to widzę - i myślę, że i moi rodzice również ;)

Od czego zacząć? Ja bym każdemu ludzko-psiemu rodzicowi ;) polecała przeczytanie ksiażki "Sygnały uspokajające" Turid Rugaas. Krótko (da się przeczytać nawet przy małym dziecku ;) ), zwięźle i na temat o mowie ciała psów. Potem? Internet stoi otworem, można znaleźć mnóstwo fajnych grafik pokazujących dziecku, jak z tym psem się bawić, by zadowolone były obie strony.

I oby mniej takich interakcji jak ta:

czwartek, 2 czerwca 2016

Rasowy Czwartek #18 - elkhund szary

Czerwiec wreszcie :-) I pogoda piękna! :-) a my, w dzisiejszym Rasowym Czwartku, przenosimy się na północ razem z Joanną Nosal, z którą rozmawiałam o elkhundach, czyli norweskich psach na łosie. Byłam w ich temacie kompletnie zielona, ale Asia rozjaśniła mi w głowie swoją wiedzą - myślę, że i Wy skorzystacie! :-) Chcecie więcej? Zapraszamy na elkhundowego fanpejdża! :-)


poniedziałek, 30 maja 2016

18 psów zginęło przez głupotę człowieka

Zdecydowana część z Was pewnie nie wie, o czym mowa - wydaje mi się, że sprawa jest nagłośniona głównie w środowisku wystawców psów, w związku z czym - krótko "o co chodzi".


W sobotę, przy okazji wystawy l'Expo di Rende we Włoszech zginęło 18 psów. Jak to się stało?
Handler, któremu zostały powierzone, zostawił psy na pace transportowego busa, którym je przywiózł, a upał sprawę zakończył.
Gdy o tym przeczytałam otworzyłam szeroko oczy i poczułam na plecach ciarki.

Dla mnie ta sprawa ma 2 aspekty.


Pierwszy z nich to pomysł wysłania psa na wystawę w takich warunkach, z obcą osobą. To jest dla mnie idea kompletnie nie do ogarnięcia. Serio, tak bardzo zależy ludziom na tytułach, że są w stanie komuś tak bardzo zaufać? To nie pierwsza sytuacja, gdy - delikatnie mówiąc - na wystawowej wycieczce z handlerem coś było nie tak. Właściciele doskonale wiedzą (a jesli nikt tego głośno nie powiedział, to jesli nie są totalnymi idiotami, powinni się domyślać), że jedna osoba nie jest w stanie dobrze zająć się tyloma psami.
Ja bym się na taki krok nie zdobyła. Na wystawy moje psy jeżdżą wyłącznie ze mną - jedyna osoba, z którą mogłabym je puścić byłaby moja mama. Nikt więcej. Jesli nie mogę gdzieś jechać, to psy również nie jadą, prosta sprawa.
Jestem hodowcą, ale aż takiego parcia na tytuły i nagrody, by ryzykować życiem zwierząt, które kocham i które sa członkami mojej rodziny, nie mam. I dobrze!


Druga sprawa to sam pomysł zostawienia psa (psów) w zamkniętym samochodzie w upał.
Kampanii na ten temat było wiele, co lato w mediach dosłownie trąbią - jestem przekonana, że nie tylko w polskich mediach. A tu znajduje się taki debil (wybaczcie, ale innego słowa na to zachowanie nie jestem w stanie znaleźc), który psy na pace zostawia i ufa systemowi klimatyzacji. Naprawdę, nie trzeba być Einsteinem by wiedzieć, że cała elektronika jest zawodna i do tragedii jest tylko krok. I tutaj ten krok został uczyniony. (wolę mimo wszystko myśleć, że klimatyzacja się zepsuła, a nie tak, jak słyszę że jej nie włączono...)
Psy udusiły się w samochodzie. Gdy otworzono auto niektóre z nich jeszcze żyły i mówiono o 12 ofiarach... niestety, wieczorem okazało się, ze nie żyje 18 psów z 21, które były w samochodzie.

Nigdy, przenigdy nie zostawiam psów samych w samochodzie gdy jest gorąco. Jedyna sytuacja to tankowanie na stacji benzynowej, ale i wtedy otwieram bezpiecznie wszystko co tylko możliwe i załatwiam płacenie za paliwo biegiem. Jeśli jesteśmy w mieście z psami i musimy podjechać do sklepu, zakupy robi tylko jedno z nas - drugie zostaje w samochodzie by okna i drzwi mogły być otwarte.

Gdy czytam o takich sytuacjach, jak ta, zawsze przychodzą mi do głowy bardzo pesymistyczne refleksje.
Ja wystawy traktuję jako nie tylko środek do osiągnięcia celu (jestem hodowcą, zależy mi na tym, by moje psy były oceniane), ale przede wszystkim doskonałą zabawę, okazję do spotkania się ze znajomymi, pobycia w fajnym miejscu i poplotkowania, psi socjal. Taka szaleńcza pogoń za osiagnięciami musi kończyć się źle... szkoda tylko, że dzieje sie to kosztem zwierząt.

Bardzo bym chciała, by śmierć tych psów nie poszła na marne. By co poniektórzy handlerzy zastanowili się nad tym, co robią, po co i jak traktują powierzone im zwierzęta. By właściciele dobrze przemyśleli, komu powierzają swoje psy.
Mam niestety wrażenie, że to płonna nadzieja, i to jest najbardziej smutne...


Na skróty

Śledzie testują

Masz ochotę zobaczyć, co i kogo przetestowały Śledzie? Co jest warte uwagi, a co okazało się kompletną klapą?

Sprawdź!

Rasowy Czwartek

Co czwartek Śledzie rozmawiają z hodowcą innej rasy - zapraszamy na wywiady z masą zdjęć i filmów w naszym cyklu!

Zajrzyj!

Pomocy, szukam psa!

Jak wybrać odpowiednią hodowlę, co z tą socjalizacją a dodatkowo - co słychać u Śledzi.

Dowiedz się!

Góry z psem

Wybitnie górskie Śledzie radzą, jak przygotować się do wyjazdu w góry z czworonogiem, co zabrać i jak się świetnie bawić.

Przeczytaj!
17 Filiżanek
Tyle wypijamy kawy tygodniowo
1429 Linijek
Tyle piszemy tygodniowo
400 Uzytkowników
Tyle osób nas codziennie odwiedza

Śledziowa ekipa

Zuzia
Maere Galijska osada
Eevee
Miłosława Śledzikujący Bern
Brombi
Dobrawa Śledzikujący Bern
Mieszunio
Mieszko Śledzikujący Bern
Bohunek
Bohun Alpejska Kraina Szczęścia

Skontaktuj się z nami

Porozmawiajmy

Masz pytania dotyczące Śledzi, psów, samego bloga, a może chcesz współpracować z nami? Śmiało!

Adres:

Zawyki Ferma, gmina Suraż, woj. podlaskie

Pracujemy:

24/7, choć w tygodniu bywa różnie :-)

Telefon:

510 264 641