Berneńczyk to nie berMIŚ!

17:08:00

Wyobrażacie sobie, że ten post czeka na napisanie i opublikowanie już dobrych kilka tygodni? Aż trudno uwierzyć, że mogłam się jeszcze na ten temat nie uzewnętrznić ;) A temat jest wbrew pozorom smutny i przykry.


Istnieje na świecie pewna grupa ludzi, która uważa, że berneńczyk to jest jakieś wyjątkowe stworzenie - w zasadzie psiopodobne - pozbawione wszelkich psich popędów, czujące i myślące jak człowiek (albo w zasadzie nie czujące nic - a już na pewno niczego negatywnego - i myślące jak właściciel), oderwane od całego psiego świata. Spotykam się z tą grupą ludzi nie tylko w internecie, ale również i w kontakcie realnym - gdy chcą od nas kupić szczeniaka. I powiem Wam szczerze, że nerw mnie ciężki bierze, a ręka sama podąża w kierunku czoła w celu wykonania tradycyjnego fejspalmu przy jakimkolwiek kontakcie z tą grupą ludzi, dotkniętych klątwą misiowatości.

Ja wiem. Berneńczyki są cudowne - gdyby nie były, to właśnie nie wylegiwałyby się w mojej sypialni. To naprawdę wyjątkowe psy, żyjące naprawdę blisko człowieka i potrzebujące go jak powietrza. Potrafią być na serio cieniem swojego opiekuna... a do tego są piękne, puchate i uśmiechnięte.

I to jest niestety ich przekleństwo.

Bardzo duża część ludzi - i to również właścicieli berneńczyków - dała ponieść się jakiemuś dziwnemu przekonaniu, że berneńczyk zęby posiada tylko i wyłącznie w celu szczerzenia się do zdjęcia w szerokim uśmiechu, pazury by wykopywać dziury w ogródku a umysł (hola hola, jaki umysł!) by spełniać wszystkie zachcianki właściciela. I tak też swoje psy traktuje.

Skąd się to bierze? Ot, ze zwykłej głupoty. Nie, nie boję się tego tak nazwać, bo nie unikam nazywania spraw po imieniu, gdy cierpią zwierzęta.

Bo dlaczego niby ten rzeczony właściciel nie pofatyguje się, by poczytać o tym, w jaki sposób pies postrzega świat i się z tym światem porozumiewa? No tak, bo ma bermisia, a to przecież pluszak, a nie pies... a w drugiej kolejności dlatego, że uważa się za nieomylnego + czyta komentarze innych, mu podobnych w internetach. Tak jest łatwiej... do momentu, aż coś nie rypnie (chociaż zaraz zobaczycie, że i w takiej sytuacji można zaklinać rzeczywistość).


Wiecie, dlaczego ten post wlatuje do internetu właśnie dzisiaj? Dlaczego to dziś został zebrany do kupy, dokończony i opublikowany?

Bo dziś nerw mi puścił na grubo.

Na jednej z grup fejsbukowych wpadł mi w oczy wpis jednego z jej członków - oczywiście zdziwionego zachowaniem swojego psa. Krótki opis sytuacji: pan wraca z psem ze spaceru, kilkanaście metrów od domu puszcza psa luzem - nie po raz pierwszy. Nie raz już tak robił, często dzieci (nie jego dzieci) wracające ze szkoły tego luzem biegającego psa głaskały lub przytulały. Tym razem też się takie dziecko trafiło, psa chciało pogłaskać... a tu zonk. Pies to dziecko ugryzł.

I festiwal komentarz. Kilka (mniejszość) sensownych, o tym, że zrobił idiotycznie i to jego wina, a to tylko pies i trzeba o tym pamiętać. Za to kilka innych? No perełki. O tym, jak to nie mógł tego przewidzieć (mógł! gdyby wiedział cokolwiek o piej psychice + znał sygnały niewerbalne, których używają psy + myślał), o tym jak to czyjś pies tak czyjegoś ojca ugryzł którego uwielbia i też nie wiadomo czemu i nie dało się przewidzieć (dało - j.w.), o tym jak to pies powinien pewne rzeczy tolerować, bo przecież musi sobie radzić w nieoczekiwanych sytuacjach, a i my byśmy czasem chcieli kogoś ugryźć, a tego jednak nie robimy i jak to tak zmieniać życie przez psa (no coś ty?), o tym jak to spuszczeniem ze smyczy właściciel psa podburzył (bo przecież w walkach psów też się je z uwięzi spuszcza) i cała sytuacja nie miałaby miejsca, gdyby pies od początku szedł luzem, a jako wisienka na torcie - komentarz pt. "mają charakterek".
Rączki opadły mi tak nisko do ziemi, że nie wiem, jak ja jutro będę pracować.


Przeraża mnie to. Przeraża mnie głupota ludzi zapominających, że berneńczyk to nie jest słodka przytulanka, tylko pies. Duży, silny, ciężki, masywny, o dużej sile i dużych zębach (tak jakby małe zęby cokolwiek zmieniały ;) ). Dla nich - to tylko pluszak. Każde jego zachowanie jest tłumaczone "charakterkiem" albo po prostu byciem berneńczykiem - "przecież one takie już są".

Nie wiem, jak można mówić, że się swojego psa kocha, a jednocześnie nie mieć żadnej chęci, żadnej potrzeby, by tego psa - i jego uwarunkowania - poznać. Jeśli kogoś kocham, to chcę o nim wiedzieć jak najwięcej, chcę go rozumieć i chcę, by i on rozumiał mnie. Żeby miało to szansę bytu, musimy mówić w tym samym, lub chociaż zbliżonym języku... a w tej konfiguracji to moja odpowiedzialność w tym, by psi język poznać.

Nie wiem, jak można mówić, że się swojego psa kocha, a jednocześnie narażać go na nieprzyjemności... bo do nieprzyjemności w psim świecie należy przytulanie przez obce osoby czy zbyt nachalny kontakt (albo jeżdżenie na psie, w którym jedna z hodowczyń ostatnio nie widziała problemu...). Skoro pies się przed czymś broni, to znaczy, że nie jest mu za fajnie. Kocham Śledzie i unikam sytuacji, w których musiałyby się one bronić przed kimkolwiek - od bronienia jestem ja. Nie chcę sprawiać moim psom przykrości jeśli nie jest to konieczne i nie zamierzam tego robić... tylko no właśnie. Ja wiem i potrafię rozróżnić, co dla moich psów jest przyjemnością.

Nie wiem, jak można mówić, że się swojego psa kocha, a jednocześnie tak bardzo go nie szanować, że aż sprowadzać do roli bezwolnego pluszaka, co najwyżej pieska na baterie, który jest tylko po to, by nam było przyjemnie. Wychodzę z założenia, że tak samo, jak do pewnych rzeczy w naszym domu Śledzie się muszą dostosować i te historie zaakceptować (np. to, że czasem przyjeżdżają znajomi z pieseczkami i totalnie niedozwolone są wszelkie próby ewentualnego chapnięcia pieseczka), tak samo działa to i w drugą stronę (czyli w w/w sytuacji mają prawo odejść i nie chcieć w naszym - i pieseczka - towarzystwie przebywać).


Wiem za to, że berneńczyki to nie jedyna rasa, której właściciele są dotknięci klątwą misiowatości. Strasznie, ale to strasznie jest to przykre, że można z pozoru psa kochać... a tak naprawdę mieć w głębokim poważaniu jego prawdziwe potrzeby...


I z tym smutnym zakończeniem Was zostawiam.
Obiecuję, że następny post będzie z mniejszą ilością smętów ;)

You Might Also Like

0 komentarze

Polub Śledź też pies

Polub u Śledzi

Polub Simpsons Polska

Zajrzyj na naszego Instagrama