Rasowy Czwartek #22 - seter szkocki gordon

09:27:00

Tak, tak... to wreszcie się dzieje :) Rasowe Czwartki wracają! :)
Plan jest taki, by działy się raz w miesiącu, w każdy czwarty (a więc zazwyczaj ostatni) czwartek miesiąca :) Formuła została udoskonalona (udoskonalenie znajdziecie na końcu ;) ), ale sedno się nie zmienia - opowiadamy o różnych rasach psów :)

Dziś - w ramach inauguracji - rasa, o którą wielokrotnie prosiliście: seter szkocki gordon. Z czym to się je opowiada Ania Ciechańska z hodowli Revolution Breeze :)


Dlaczego akurat setery wybraliście jako rasę dla siebie?


Jak miałam 8 lat, mój tata przyprowadził do domu naszego pierwszego setera irlandzkiego. Max był po prostu biedny – odpięty prosto od budy, chudy, ze śladami po pasku i zrezygnowany. Pokochaliśmy go wszyscy, a on nas. Z mojej strony jednak to nie była tylko miłość. To był pierwszy krok do powzięcia życiowego planu. Pierwszy krok w kynologię.

Zawsze bardzo dużo czytałam i lubiłam dużo wiedzieć. O seterach chciałam wiedzieć jak najwięcej. Już jako dziecko poznałam kilka znanych, polskich przydomków – to magiczne, gdy od dzieciństwa znasz czyjeś nazwisko, a nagle, gdy jesteś już dorosły, ta osoba sędziuje twoje psy na wystawie i one nawet wygrywają.

I tak postanowiłam, że będę mieć gordony, nie irlandy. Dobrze pamiętam, co mnie urzekło w ich opisie, który przeczytałam jako dziecko w jednej z książek – „pies jednego właściciela, którego bezwarunkowo kocha”. Irlandy kochają wszystkich. Gordony do obcych ludzi bywają nieufne.

Trochę się naczekałam na te moją pierwszą, bezwarunkową miłość. Na ostatnim roku studiów wyjechałam na stypendium do Francji. Na koniec roku przyjechał po mnie mój tata i zapytał „dziecko, co ty teraz będziesz w życiu robić?”. Jak to co! Chyba proste! Wracam do domu, znajduję porządną pracę i kupuję gordona! Tak też zrobiłam. We wrześniu 2010 roku zamieszkała z nami Tiami, po którą pojechaliśmy z Wrocławia pod Lublin. To był początek naszej przygody.

Co ciekawe mój chłopak nigdy nie miał psa, ale się zgodził, bo mnie kocha. Powiedział tylko, że pies ma być w miarę ładny i żeby dawał radę w terenie. A następnie wyszkolił wszystkie nasze dziewczyny do prób polowych, pomógł jeszcze kilku innym pieskom się ogarnąć i niedawno wykarmił niemalże własną piersią 13 naszych szczeniąt. Gordony zmieniły nasze życie. Taki był po prostu plan.


A z perspektywy czasu? Co jest dla Ciebie najważniejsze w gordonach?


Zawsze mówię, że gdyby moja dusza mogła wylecieć na zewnątrz to wyglądałaby jak seter szkocki gordon.

Mogłabym stwierdzić, że to pies – wyzwanie, ale ja uwielbiam pracować z gordonami i to dla mnie raczej przyjemność. Gordon to pies, który jest dzielny, odważny i jest wariatem – „ja tego nie zrobię? no to patrz!”. Jednocześnie jest wrażliwy – potrzebuje przewodnika, na którym może polegać i któremu może ufać. I to nie jest tak, że jak wypchasz kieszenie parówkami albo będziesz machać mu szarpakiem przed nosem, to on będzie „zmotywowany” i „będzie z tobą pracował”. Nie, on weźmie cię za idiotę. A jest to pies o bardzo wysokim poczuciu dumy i godności. Tacy nie lubią idiotów.

Żeby gordon chciał z tobą pracować, musicie być przyjaciółmi. Inaczej będziecie żyć po prostu obok siebie, pies będzie tylko patrzył, żeby ci uciec i zająć się własnymi sprawami, bo przecież nie macie zbyt wiele wspólnego. To jest dla mnie zawsze bardzo przykre jak widzę psa stworzonego do ścisłej współpracy z człowiekiem, który w ogóle nie ma pojęcia, że z ludźmi można pracować.

To są wyjątkowe psy. Bardzo wymagające fizycznie oraz psychicznie, ale jeżeli te wymagania się spełni, to gordon będzie kochał cię tak jak nikt inny. A jeżeli nie, to lipa...Nic z tego nie będzie. Znam trochę gordonów, które przerosły swoich opiekunów – głównie psychicznie. I jest to zawsze bardzo smutny widok.

Właśnie tę niesamowitą więź, to, że ten pies po prostu jest gotowy robić z tobą wszystko i zawsze i nie potrzebuje do tego parówek ani niczego podobnego, bo przecież ma ciebie, kocham w tych psach najbardziej. To jest zupełnie niestandardowa sprawa – przez całe życie miałam do czynienia z wieloma psami, a tylko z gordonem przeżyłam coś takiego.

I jeszcze bardzo doceniam je za inteligencję – nie mam tu na myśli wykonywania setki sztuczek na minutę, ale po prostu to, że to jest rasa do prawdziwej pracy i ich głowa pracuje cały czas. Jeżeli twój system ma dziurę, gordon ją znajdzie zanim ty w ogóle zorientujesz się, że ona istnieje i po prostu natychmiast ją wykorzysta.


No dobrze - to kto na pewno nie dogada sie z gordonem? Komu absolutnie byś tego psa odradziła?


Gordony to psy myśliwskie. Często w internecie czyta się o tym jak to „piłka zastępuje psu polowanie”, jak to trzeba zająć psa „tropieniem użytkowym”, żeby miał „zajęcie psychiczne na spacerze”, bo przecież każdy świadomy opiekun chce dla swojego psa jak najlepiej. Tyle że gordony przecież mają inne zadanie – to są psy suchego pola, ich zadaniem jest znaleźć ptaka i go wystawić. To jest ich praca i najlepsze psychiczne zajęcie. Robią to dla człowieka, nie po to, żeby tego ptaka zabić. Pracują głównie górnym wiatrem, nie z nosem przy ziemi. I mimo że na kontynencie wymaga się od nich często również aportu, to się są aportery z definicji.

Naturalnym sposobem poruszania się tych psów jest galop i trzeba pamiętać, że są to psy dalekiego zasięgu.

I teraz co z tego wszystkiego wynika? Gordon potrzebuje ruchu. Bardzo, bardzo dużo ruchu. Ogród czy park miejski nie zastąpi gordonowi pola. On musi biegać. Każdy pies musi, to oczywiste. Ale jeżeli dla psa naturalne jest poruszanie się galopem i oddalanie się od człowieka na znaczne odległości, to my jako jego opiekunowie musimy mu zapewnić bezpieczny teren do biegania i przede wszystkim swój czas. To nie jest pies, który może siedzieć w ogrodzie. To jest dla niego jak więzienie. Dlatego jeżeli ktoś uważa, że istnieje zła pogoda na spacer, jeżeli ktoś nie przepada za spacerami w porządnym terenie, nie lubi błota, nie kręci go obcowanie z naturą to raczej gordon jest nie dla niego.

Jest też jeszcze jedna sprawa, ale do tego oczywiście mało kto się przyzna, bo nie lubimy mówić o tym, że nasze dzieci są rozpieszczone i zwierzać się z podobnych spraw: konsekwencja. Jeśli jesteś niekonsekwentnym człowiekiem, to nie będziesz dobrym przewodnikiem dla gordona. Po prostu ten pies cię przerośnie i nie nauczysz go tego, co powinien umieć, żeby być bezpiecznym – przychodzenia na gwizdek.


A zdrowie? Czy sa jakies choroby, na które gordony są szczególnie narażone?


Gordony są zdrową rasą – to nie jest rasa jakoś szczególnie zmieniona przez człowieka. Wyglądają jak psy, są bardzo sprawne fizycznie, wydolne i długo zachowują młodość. Oczywiście, jak przy wszystkich dużych rasach może zdarzyć się dysplazja stawów biodrowych czy rzadziej – łokciowych, ale nie jest to problem, który jakoś szczególnie trapiłby tę rasę. Sama mam jedną suczkę (oczywiście niehodowlaną), która ma dysplazję stawów biodrowych. W tej chwili jest już weteranka, ale nadal żyje aktywnie na maxa, przeszła na własnych łapach Sudety biorąc wraz z moim chłopakiem udział w kursie na przewodnika sudeckiego, nadal biega przy rowerze, nadal goni piłkę i wiele młodszych psów za nią nie nadąża. Niedawno zrobiliśmy jej kontrolne zdjęcie stawów biodrowych oraz tomograf łokci i barków – zero zwyrodnień, po prostu nieco bardziej płytka panewka. Oczywiście nie zawsze tak jest – dlatego trzeba zwracać uwagę na wyniki badań rodziców, ale też mądrze prowadzić swoje szczenię.

Oprócz tego wiadomo, że trzeba uważać na skręt żołądka – uczymy szczeniaka od początku, że po wyżerce konieczna jest sjesta.


Gordony obciążone są też mutacją pra rcd4. Jest to mutacja genetyczna, która powoduje zanik siatkówki i z wiekiem pies zaczyna ślepnąć. Jednak hodowcy naprawdę odpowiedzialnie podeszli do tego tematu i w tej chwili nie można uznać tego za problem w rasie – programy hodowlane prowadzone są bardzo rozsądnie i właściwie nie ma możliwości, żeby kupić chore szczenię, bo żaden szanujący się hodowca nie pozwoli sobie na takie skojarzenie. Trzeba pamiętać, że każde zwierzę hodowlane powinno być przebadane pod kątem tej mutacji lub też, w przypadku gdy mamy do czynienia z osobnikiem, o którym wiadomo, że jest dziedzicznie czysty, hodowca powinien posiadać kopie certyfikatów rodziców tego psa.

Dla tej rasy jednak istotne jest jeszcze coś – kontuzje. Naprawdę, ciągle sobie coś robią – przecięte łapy, szyte ścięgna, limo pod okiem, zdarzają się pozrywane więzadła. Ta rasa to żywioł, więc musisz mieć dobrego weta i wiedzieć, gdzie jechać na pogotowie. Szczególnie lubią uszkadzać się przed wystawami.




A jak z pielegnacja? Na co musze byc przygotowana decydujac sie na gordona?


Jakby to dyplomatycznie ująć...jeśli chodzi o przygotowanie szaty do wystawy, to zawsze można udać się do groomera lub też poprosić o pomoc doświadczonego znajomego.

Życie codzienne jeśli o to chodzi, to jest dopiero masakra. Moje psy codziennie wracają ze spaceru w takim stanie, że to, co z nich spływa zatyka odpływ pod prysznicem. Nawet z twarzy leci im błoto. Wczoraj wracaliśmy ze spaceru samochodem, w którym były z nami cztery gordony – wszyscy pachnieli mułem. Do tego rzepy, patyki, nasiona i inne „dary lasów i łąk”. Trzeba zawsze mieć wliczoną w spacer „akcję mycie” i nie mówię tu o przypadku ekstremalnym, gdy ktoś się w czymś wytarza.

Latem jest znacznie lepiej, bo przynoszą głównie piach.




Z całej rozmowy z Tobą przebija - jak dla mnie - jak bardzo ważne są dla gordonów spacery luzem w terenie. Wspominałaś jednak o próbach pracy - powiesz coś więcej? Z czym to się je, po co je w ogóle robić?


Zastanawiam się, co powiedzieć o próbach polowych, żeby nie sprowadzać tego, do cytowania regulaminu, bo to każdy może sobie przeczytać w intrenecie. Założeniem prób polowych jest sprawdzenie naturalnych predyspozycji psa do pracy, do której został wyhodowanych. Do prób podchodzą młode psy w wieku od 9 do 24 miesiąca życia. Zaliczenie prób pracy jest konieczne do uzyskania kwalifikacji hodowlanej. Na próbach ocenia się wiatr, sposób szukania, pasję, stójkę, posłuszeństwo i skłonność do pracy w wodzie. Pies powinien stylowo, stosownie dla swojej rasy okładać pole, znaleźć ptaka, wystawić go i dać się odwołać. Powinien też na komendę (bez aportu) wejść do wody i przepłynąć 5 metrów. Oczywiście sprawdza się też reakcję na strzał – gordon nie może bać się strzału. Dla mądrze prowadzonego gordona to żaden problem.  O ile jak wiadomo wystawy nie są w ogóle potrzebne żadnemu psu do szczęścia i raczej każdy z nas zdaje sobie z tego sprawę, to przygotowania do prób polowych, to dla młodego psa ogromna przyjemność. I o tym właśnie chciałam Wam opowiedzieć.

Dla nas to temat na czasie, bo właśnie pomagamy przygotowywać się do prób polowych naszym dzieciom. To magiczne jak młody pies idąc na pole do pracy, nie na spacer zmienia się i zaczyna zupełnie inaczej postrzegać swojego opiekuna – ludzie nie mogą uwierzyć, że ich domowy pupil ma taki instynkt, a przede wszystkim w to jak bardzo ich własny pies zaczyna ich uwielbiać. Podstawą jest posłuszeństwo, to żeby pies reagował na gwizdek, był posłuszny i miał dobrze zrobione odwołanie czyli jak mówią myśliwi apel. To jest baza, którą każdy powinien ze swoim gordonem wypracować, żeby w ogóle móc mówić o kolejnych etapach pracy. Następnie uczymy psa okładania pola pod kontrolą przewodnika czyli trudnej sztuki „nie wychodzenia z ręki” czyli generalnie tego, że jesteśmy na tym polu drużyną. My, ludzie, którzy nie mają nic wspólnego z myślistwem, uwielbiamy sezon przygotowania do prób polowych i teraz, gdy pomagamy naszym dzieciom, widzimy jeszcze lepiej jaka to fajna sprawa dla psa i jego ludzi.


 

Czy z gordonem można - albo może lepiej: czy warto - robić coś poza taką pracą, do której został stworzony? Mam tu na myśli aktywności dodatkowe - nie wiem, agility, frisbee? Tropienie? Może coś innego?


Czekałam na to pytanie! Odpowiedź brzmi: wszystko. Wszystko, co chcecie, lubicie i co sprawia wam przyjemność.

Specjalnie bardzo, bardzo dużo opowiedziałam o potrzebach tej rasy – jeżeli się ich nie spełnia, to ma się w domu frustrata. Jeżeli jednak gordon jest spełnionym, wybieganym, szczęśliwym psem, to jest gotowy absolutnie na każdą aktywność, którą zaproponuje mu jego człowiek i będzie miał z tego dobrą zabawę.

Oczywiście nie powiem wam tu dzisiaj, że zrobicie z gordona największego kozaka tej galaktyki w agility czy frisbee, ale za to powiem wam, że jeżeli się za to zabierzecie, to wasz gordon będzie się przy tym doskonale bawił. To są sprawne fizycznie, aktywne psy, które wspólną pracę przyjmują z radością.

Moje dziewczyny uwielbiają biegać przy rowerze, bardzo chętnie uczą się sztuczek, uwielbiają górskie wycieczki, Tiami ma za sobą krótki epizod z agility oraz przeszła wstępne testy kwalifikujące psy ratownicze do pracy w OSP. Szykuje się też w tym roku do startu w Hard Dog Race, żeby uczcić swój pierwszy rok w klasie weteranów.
Warto też dodać, że gordon nie wzgardzi też miejscem na kanapie pod kocem, bo w końcu to jest również poważny temat, w którym człowiek potrzebuje zwykle psiego wsparcia!


A tak moze troche z innej beczki: jaka jest wg Ciebie najwieksza wada tej rasy?


Jak już powiedziałam, gordon to jest trudny pies – wymagający i łamiący wiele schematów i nie dla każdego. Ale dla mnie ta rasa nie ma wad. Nie będę tu ściemniać – totalnie nic mi w nich nie przeszkadza, jestem z nimi dogadana w stu procentach, to są moi najlepsi przyjaciele. Nic bym w nich nie zmieniła. Takiego psa chciałam, na takiego psa byłam w pełni gotowa i taki pies mi po prostu zupełnie odpowiada.


Powiedz jeszcze na koniec - co jest dla Ciebie najwazniejsze w hodowli?


To jest skomplikowane pytanie, bo trzeba na nie odpowiedzieć na kilku płaszczyznach.

Przede wszystkim dla mnie hodowla zawsze powinna stanowić wypadkową zdrowia, temperamentu i  eksterieru – dokładnie w tej kolejności. Jesteśmy bowiem zobowiązani, alby hodować psy jak najzdrowsze. I to nie tylko wobec nabywców tych psów. Przede wszystkim wobec samych psów.

Hodowla polega też na odpowiedzialności. To nie jest zabawa, to nie są zdęcia słodkich szczeniaczków na facebooku. To przede wszystkim ciężka praca. Jako hodowcy jesteśmy odpowiedzialni za każde dziecko, które urodziło się w naszym domu i wiadomo, że czasem jest to aż przytłaczające.
Ale w hodowli chodzi też o satysfakcję, radość i skrzydła, które robią się coraz większe z każdym sukcesem twojego dziecka, z każdą informacją, jakie jest szczęśliwe w nowym domu. Chodzi o radość, jaką się ma z pracy ze swoimi szczeniakami, o dumę, o wzruszenia, o marzenie i o szereg innych pozytywnych uczuć, które sprawiają, że po prostu czujesz, że to jest pasja twojego życia. Bo bez pasji nie ma prawdziwego hodowania.




Zdjęcia użyte w tym artykule wykonali Marcin Myszkowski, Joanna Pomorska oraz Agnieszka Szeliga :) Zajrzyjcie na ich FP, tam jest więcej pięknych fotografii!



Obiecany bonusik na koniec - czyli rasa z perspektywy "zwykłego zjadacza chleba", czyli po prostu właściciela setera - nie hodowcy :) Opowiada Agnieszka, właścicielka Franka :)


Decyzje dotycząca posiadania psa rasy gordon podjęłam impulsywnie.
Wcześniej nie interesowałam się tą rasą, na oku miałam Nowofundlanda. Dopiero kiedy Greta się oszczeniła u Anny Ciechańskiej, z którą wtedy pracowałam, miałam szczęście odwiedzić jej hodowlę I wtedy coś  we mnie pękło. Być może był to widok słodziasznych szczeniaków, a być może coś więcej, dziś nazwę to Przeznaczeniem.
Kolejną wizytę połączyłyśmy z długim spacerem z Anny 3 dorosłymi psami. Dopiero wtedy zaczęło się na dobre, i nowa fascynacja zagnieździła się w mojej głowie.
Zaczęłam od czytania o rasie, co przełożyło się na milion pytań do hodowcy.
Anna odradzała mi Franka: trudny indywidualista, że nie podołam w wychowaniu.
Mój upór nie zna granic, kiedy ktoś mi mówi, że z czymś nie podołam tym większą mam determinację by udowodnić jak bardzo się myli.
Franek trafił do nas i dziś możemy powiedzieć że nasze wspólne życie się układa.
Nie udało by się to bez wydatnej pomocy hodowcy.
Ta rasa mnie zafascynowała i rozkochała w sobie.
Franek to elegancja połączona z niesamowitym temperamentem, wrażliwością i śliną J
To pies o cudownym łagodnym charakterze, kochającym bliskość z człowiekiem, co objawiło się aneksją naszej sypialni, kanapy, kuchni i toalety.
Franek ma silny charakter, kiedy pomyślał, że nie będzie biegać po ringu, nie dało się go ruszyć z miejsca, nawet po długich negocjacjach. Wymusił na mnie nauczenie się bardzo ważnej rzeczy - współpracy.
Gdy znaleźliśmy wspólny język, Franek stał się showmanem i moim najlepszym przyjacielem.
Po rocznej wspólnej przygodzie z Gordonem i porównaniem do innych psów w moim życiu, mogę powiedzieć, że jest to rasa wymagająca. Decydować na nią mogą się Ci którzy potrafią i mogą poświecić mu swój czas i energię.
Nowym odkryciem stał się dla mnie dystans spacerowy Franka. Może to być nawet 800 metrów. Jak sie  jednak okazało Franek to bardzo mądry pies, i to on pilnuje nas. Dlatego też czuję się spokojnie kiedy znika na dłużą chwilę, bo wiem, że zawsze wróci. Pokazuje to, że skrajnie ważna jest praca nad posłuszeństwem.
Franek, tak jego pobratymcy wymaga długich spacerów i nie mam tutaj na myśli rundki dookoła osiedla, a regularną okazję na przebiegnięcie 15-20km po której, Pan spacerowicz ledwo ma zadyszkę.
Rozmawiamy o psie, który zawsze ma swoje zdanie i jak mawia Anna, zawsze znajdzie lukę by objawić swój indywidualizm, choćby to miałby być "siad" 5 cm dalej od kolana niż ustaliliśmy.




Czy podoba się Wam ta lekko zmieniona forma, z bonusem na końcu? :) Dajcie znać... no i koniecznie piszcie, jaką rasę widzielibyście w Rasowym Czwartku za miesiąc! Kontakt do psiolubów chętnych do opowiedzenia o niej również mile widziany :)

You Might Also Like

0 komentarze

Polub Śledź też pies

Polub u Śledzi

Polub Simpsons Polska

Zajrzyj na naszego Instagrama