Śledzie testują: WarsawDog - porównanie

12:46:00

Kto mnie zna, ten wie, że jestem zadeklarowaną psychofanką akcesoriów od WarsawDog. Serio. Nie ma dla mnie nic ładniejszego, praktyczniejszego, przyjemniejszego w użytkowaniu i wygodniejszego na codzienne cioranie po krzakach.

Rok temu nasze dziewczyny - Zuzia i Brombi - dostały bliźniacze obróżki z serii Shine in... z adresówkami:



Ciekawi jesteście, jak te cudeńka mają się po ponad roku ostrego użytkowania? :) Słusznie!
Do tego w tym poście porównamy je z nowiuśkimi obrożami Mieszka i Eevee - oczywiście również od WarsawDog :) Czas, start!



Niejednokrotnie, gdy ktoś ze znajomych psiarzy mnie pyta, jakie akcesoria kupić swojemu psu - zawsze polecam WarsawDog. Na dowód pokazuję naszą niewielką kolekcję - obroże dziewczyn i dwójnik (z którym zapoznawaliśmy się tutaj -> klik klik)

Nie bez powodu.

Pierwsze wrażenie, gdy wyjęłam z paczki nowe obroże i porównałam je ze starymi było... takie jak się spodziewałam. Wszystko jak należy. Wszystko na swoim miejscu. Wykończone starannie i dokładnie, nie nie odstaje, szwy równe, metka przyszyta jak od linijki (pozdrawiam wszystkich perfekcjonistów ;) ). Okucia bez zmian... czyli wszystko tak, jak lubię.

Na początek chcę Wam to pokazać ze "starymi" obrożami zdjętymi bezpośrednio z Zuzi i Bromby.



Pierwsze wrażenie? Kurde, na psach nie wyglądały na takie brudne... wiocha pokazywać ;) No ale cóż - realizm jest ważniejszy niż moje czerwone jak dojrzałe maliny policzki, a więc - prosz! Oto cała prawda o tym, co noszą moje psy (obroże nie prane jakieś pół roku pewnie...)


Niemniej - oprócz brudu to ja tu jakichś zastraszających różnic nie widzę. Obejrzałam wszystko dokładnie.. no ale w ramach naprawdę obiektywnej oceny obroże Zuzi i Bromby poleciały do pralki (* nie uznaję akcesoriów, których nie mogę wsadzić w zawiązaną skarpetę i wrzucić do pralki z innymi rzeczami - nie mam czasu na zabawy ze szczoteczką i mydłem w zlewie ;) )

I co..? Hm. No muszę powiedzieć, że efekt robi wrażenie.


Jak widać - kolory po nie ucierpiały ani przez błoto, Narew, krzaki i sporadyczne wizyty na kupie obornika ;) Nie zrobiło im też krzywdy pranie (przez ten czas, gdy je mamy, były w pralce jakieś 5 razy). Nic nie strzępi się na brzegach, szwy trzymają bez zarzutu. Naszywki się nie posiepały.


Jedyne ślady użytkowania jakie widać na obrożach Zuzi i Bromby to niewielkie przetarcia na okuciach. Zlokalizowane oczywiście tam, gdzie przypina się smycz. Wyglada to tak:


U Bromby (Shine in Pink) przetarcie jest minimalne (nie wiem nawet, czy je widzicie ;) ), u Zuzi - nieco większe. Mimo to, w dalszym ciągu nic nie zardzewiało (a tego nie trawię! bo i sierść przebarwia, i wyglada paskudnie), co jest zdecydowanym plusem.

Nowe okucia są nieco delikatniejsze. W dalszym ciągu mocne, ale jednak ten drut (fachowe nazewnictwo :D) jest jednak cieńszy. Myślę, że wiele osób odbierze to jako znaczny plus (szczególnie własciciele mniejszych piesków), nam nie robi żadnej różnicy ;)


Ostatni punkt porównania to adresówki. Tu też nic się nie zmieniło - adresówka Zuzi jak widzicie jest minimalnie, praktycznie niezauważalnie przetarta na brzegach, ale raz, że samej adresówce to nie szkodzi, dwa - nie widać tego tak normalnie ;) Plus łorsołdogowych adresówek? Nie dzwonią :D a ja dzwonienia nie trawię.


Podsumowując - czy kupię obroże WarsawDog jeszcze? Nie sądzę, by zdarzyło się to prędko... bo te mają się zbyt dobrze ;) Może teraz kolej na zaopatrzenie stada w smycze? :)

Niemniej - Wam mega polecam, jeśli zależy Wam na bardzo estetycznych i wytrzymałych akcesoriach na codzień.

You Might Also Like

0 komentarze

Polub Śledź też pies

Polub u Śledzi

Polub Simpsons Polska

Zajrzyj na naszego Instagrama