Barfne opowieści

12:01:00

Myslę, że o tym, czym jest BARF nikomu nie trzeba wspominać - to pojęcie weszło już do języka psiarzy na calym świecie. Żywienie surowizną z dodatkiem warzyw ma chyba tyle samo zwolenników, co przeciwników - ja zaliczam się do tej pierwszej grupy, mimo, ze BARFem moich psów nie karmię.

Mimo wszystko - BARF to nie sposób żywienia dla wybrańców, to nie gehenna ani coś możliwego tylko i wyłącznie wtedy, gdy masz multum wolnego czasu i trochę poprzestawiane w głowie. To sposób na zdrowe żywienie dostępny dla praktycznie każdego człowieka i każdego psa :-)



Dzisiaj u Śledzi 4 prawdziwe historii psio-ludzkich, w których własnie BARF gra pierwsze skrzypce. Zapraszamy!


Mam 40 lat, nazywam się Małgorzata. Psy, które mam teraz, to moje pierwsze psy.
Tofik ma 7,5 roku i jest ze mną od małego. Sonia ma około 6 lat, jest z nami od 5, wzięliśmy ją ze schroniska.
Na początku Tofisia karmiłam suchymi karmami. Zaczęliśmy od Royala (wiem, wstyd i hańba) bo moja wiedza na temat karmienia psów była zerowa. O Royalu zapewne przeczytałam na forum o labradorach. Przez dwa lat jadł Royala. Jadł chętnie, ale on żre wszystko. Został wykastrowany jak miał 1.5 roku i wtedy zaczął tyć. Nie umiałam go odchudzić, kupowałam karmy light. A pies był za gruby.

Potem wzięliśmy Sonię, była chuda jak szczapa. I okazało się, że suka karmy suchej nie lubi. Albo nie jadła wcale, albo jadła tylko z ręki, albo jadła dwa razy, a przy trzecim posiłku był strajk. Wtedy przeszliśmy przez dziesiątki karm. Ja się wyedukowałam i kupowałam karmy premium, super premium i mega premium ;) dziesiątki marek i rodzajów. Tofik jadł wszystko i był gruby, Sonia nie chciała niczego a kości miała na wierzchu. A ja wydawałam setki co miesiąc na kolejne żarcie.
W końcu się natknęłam w internecie na informacje o BARF. Na początku nie rozumiałam z tego nic więc czytałam i czytałam. Na forum barfny świat molestowałam ludzi. Idea BARF mi się spodobała, ale wydawało mi się, że za trudne, za drogie, zbyt czasochłonne.
W końcu dwa lata temu zaczęłam =ten BARF. Na początku były różne przygody, miłe i wręcz przeciwnie. Oba psy żarły w tempie błyskawicznym, Sonia jadła!!!! Ale jednocześnie były i biegunki i wymioty. Okazało się, że suk jest uczulony na wołowinę, wołowina wychodzi z psa oboma końcami.... Zanim się o tym dowiedziałam, to miałam zabrudzony pokój, narożnik i balkon.
Powoli się wszystko ustabilizowało. Psy zaczęły ładnie trawić niemal wszystko.
Nadal zdarzają się jakieś sensacje, ale rzadko.


Tofik na BARF schudł, to znaczy wagowo ma tyle samo kilogramów czyli 40, ale wygląda inaczej. Ma wcięcie w talii, podkasany brzuch. według naszego weta, jedna z lepszych sylwetek u labka, jakie zna. Sonia przytyła :) nie ma już kości na wierzchu.
Oba psy mają super sierść, Tofik ma piękne zęby, nie widać po nich, że ma już prawie 8 lat.
Finansowo wychodzi mi około 300 zł na łącznie 60 kg psa. To jest mniej niż karmy bezzbożowe, którymi karmiłam przed BARF.
Oba psy mają bardzo dobre wyniki badań, nie mają robaków. Nie czepiają się ich kleszcze, preparatów na kleszcze używamy, ale rzadziej niż przez BARF bo na psach nic nie siada.
Karmię tym co kupię w zwykłych sklepach i mięsem dla psów kupowanym przez internet. To mięso przychodzi mrożone.
Nie mam zamrażarki tylko zamrażalnik w lodówce, ale dajemy radę.



Mój BARF nie jest ortodoksyjny. Nie daję warzyw i owoców, suka nie lubi a Tofik dostaje to, co akurat jest obrabiane w kuchni, kiedy ja gotuję dla ludzi.
Daję jajka. Z suplementów daję algi, drożdże piwne, olej łososiowy i lniany lub rydzowy, sól himalajską. Dawałam też mączkę z małży.
Porcję ważę, żeby trzymać się ilości odpowiednich dla psów. Wyliczałam ilość żarcia przy pomocy kalkulatora BARf z forum barfny świat.
Ale nie trzymam się ściśle proporcji mięso/kości/podroby. Psy jedzą to, co akurat kupię lub wyjmę z zamrażalnika. Myślę, że bilansowanie odbywa się u nas samoczynnie na przestrzeni miesiąca. Mniej więcej.
Ja jestem zadowolona, bo miałam straszne wyrzuty sumienia, kiedy karmiłam suchą.
Psy są BARDZO zadowolone. Sonia tańczy i tupie nogami z ekscytacji, kiedy czeka na posiłek. To jest kompletna odmiana od czasów, kiedy modliła się do miski z suchą karmą.
Poza tym ja lubię patrzeć, jak moje psy jedzą to, do czego mają przystosowane zęby i układ pokarmowy. Patrzę z fascynacją, jak miażdżą kości i żują mięso. To jest takie naturalne, zgodne z porządkiem rzeczy wg mnie.




Sarula to nasza adoptowana suka. Nie zawsze BARFujemy, bo gdy jest okres bardziej zabiegany w życiu, to dostaje chrupy.

Długo się do tematu zabierałam, trochę jak pies do jeża. Poczytałam o BARFie i się wystraszyłam, że to takie skomplikowane. Do tego to był pierwszy 'nasz' pies, taki na poważnie, wcześniej psiaki były w domu rodziców, gdy byłam dzieckiem, dlatego bardzo mi zależało, żeby dobrze do tego podejść. Raz na jakiś czas dodawałam różne składniki - a to wątróbkę, a to algi, a to suszone żwacze, a to udko indycze... i tak małymi kroczkami doszliśmy do etapu, gdzie BARFowaliśmy całkiem intensywnie. 




Efekty? Przede wszystkim mikro-kupki. To tylko pokazuje, jak dobrze trawi pies i jak sucha karma nie jest równie wchłanialna, co surowizna.
Po drugie - możliwość dostosowania diety natychmiastowo do potrzeb psa. Gdy jest zima (tu jej nie ma, ale w Polsce była), włączałam ryby, w tym te tłuste. Skóry, płetwy, łuski, głowy - wszystko. Na psa, który jest rasy północnej i gdy temperatura spada poniżej zera, robi w zaprzęgu, działało to świetnie. Okrywa włosowa była mocno natłuszczona, więc sierść nie mokła od śniegu, nad mięśniami była warstwa tłuszczyku, która po prostu izolowała podczas dłuższego treningu.
Po trzecie - spokojniejszy posiłek. Jestem z BARFiarzy, którzy nie mielą, a rzucają psu w całości - moja suka nie musi mieć marchewki schowanej, z chęcią schrupie ją osobno. Jako, że jest adoptowana i zanim do nas trafiła, mieszkała w lesie gdzie zaznała głodu, mimo 4 lat u nas ciągle je łapczywie - czasem mniej, czasem bardziej, ale chrupki szybko wciąga. Gdy dam jej na przykład udziec jagnięcy, to z 15 minut go obrabia, a nie muszę chyba tłumaczyć, jakie to zdrowe. 

Po czwarte - zdrowsze zęby. Chrupki łatwo połknąć, więc Sara nie ścierała kamienia z zębów. Młócąc kość, siłą rzeczy to robi. Gdy kość jest duża, to te najtwardsze kawałki wypluwa, zjada jedynie szpik, mięsko na kości i chrząstki.
Po piąte - pazury ze stali. Ma tak mocne pazury, że ich nie jest w stanie zedrzeć. nie spodziewaliśmy się tego i pazury nieco przerosły, dlatego musimy je regularnie skracać... a i to było wyzwaniem, bo były naprawdę twarde i znalezienie narzędzi, które dałoby sobie z nimi radęnie było proste  

Po szóste - szczęśliwy pies. Niby je wszystko, ale radość, gdy dostanie coś innego, jest wyraźna. Za smakołyki na treningu używam suszonej żurawiny, za przekąskę spadającą ze stołu - skorupkę jajka, suszone algi i ogórka. Nawet, gdy mam ochotę obdarować smakołykiem, to pies mi od tego nie tyje od razu, bo 'smakołyk' jest zdrowy, a nie napakowany ziarnem. 




BARFa zaczęłam jakoś rok temu. Było to moje drugie podejście ­ najpierw próbowałam wprowadzić tę dietę, gdy Baloo skonczył 12 miesięcy ­ niestety rozpuszczony jedynak powiedział, że mięsko mogę sobie sama zjeść. W momencie, gdy w domu pojawiła się żarłoczna kokurencja, postanowiłam dać drugą szansę mięchu. Tym razem się udało!

Dlaczego zdecydowałam się na BARF? Kocham moje psy i chcę żyć z nimi jak najdłużej. Głęboko wierzę, że większość chorób zaczyna się od nieodpowiedniego żywenia. Nasz poprzedni pies żył z nami szesnaście lat, do ostatniego dnia zachowując fantastyczne wyniki biochemii krwi (on akurat żył na karmach bezzbożowych), dlatego uważam odpowiednie żywienie swoich zwierzą za wyraz najwyższej miłości, jakkolwiek patetycznie by to nie zabrzmiało.
 

Jak wygląda to u nas technicznie? Szczerze przyznam, że nie ma wielkiego mierzenia i odmierzania. W dniu zakupu mięsa porcjuje je na kwałaki +/­ 1 kilogramowe (zapotrzebowanie moich psów to około 450g dziennie). Następnie zamrażam, i codziennie wyjmuję paczkę wieczorem przy kolacji. Staram się pilnować, aby składały się głównie z mięsnych kości, lub nie posiadały ich w ogóle. Suplementy sypię kilka razy w tygodniu ­ algi, drożdże, hemoglobinę, olej z łososia, pestki róży, MSM. Raz ­ dwa razy w tygodniu podaje wiejskie jajka (na szczęście mamy do nich fajny dostęp).


Raz do roku robię badania krwi ­ morfologię z rozmazem, biochemię obejmująca parametry wątroby, nerek, białko całkowite, albuminy, wapń i fosfor. Na treningach zdarzają nam się epizody z fast foodami, ale głęboko wierzę, że nasz ostatni zakup (suszarka do grzybów), pozwoli nam kompletnie wyeliminować je z diety. W ramach zajęcia psa kupuję suszone (nie wędzone!) tchawice, podgardla wołowe, uszy, łapki, kongi napycham mięsnymi puszkami lubi mięsem mielonym.


Co dał mi BARF? Ciekawe ­ dzięki niemu zaczęłam przykładać większą uwagę do tego co my jemy w domu, i ­ paradoksalnie zmniejszyłam mięsne racje pokarmowe. Coraz częściej na stół wjeżdża soczewica, ciecierzyca czy kasze ­ o dziwo Pan Mąż zjada ze smakiem i tylko czasem grzecznie zagada o mięcho przy obiedzie (zazwyczaj postulaty rozpatruję pozytywnie :)). W naszym domu pojawiła się sokowirówka (dla nas pyszne soki, dla psów pulpa), suszarka (chipsy owocowe i warzywne/smaki na treningi), a na przyszłość planuję zakup automatu do pieczenia chleba.


Co zauważyłam u psów? Futro jest piękne i gładkie, mięśnie wyczuwalne pod skórą, a wydolność fizyczna jest na najwyższym poziomie. Kamien nazębny nie tworzy się wcale a ten, który "dostałam" w pakiecie z dziewięciomiesięczną Ru znacznie się zredukował. Ponadto żucie i kawałkowanie odpręża trudny rudy móżdżek i ta najnaturalniejsza rzecz jaką jest spożywanie posiłku, pozwala jej się uspokoić i spuścić emocje z całego dnia ­ tego na pewno nie dałoby nam szybkie wrzucenie karmy do żołądka.


...................................................

Gosię znaleźć możecie na blogu Heart Chakra :-)




Red trafił do nas w 2009 roku, z fundacji, kiedy był młodym psem po przejściach. Sierść tragiczna, mięśni mało, ale to się poprawiło jak zaczął jeść dobre karmy bezzbożowe typu Acana czy Taste of the Wild.

W między czasie zgarnęłam z ulicy kota w słusznym wieku, u którego od razu wyszedł na jaw tragiczny stan wątroby. Wet rozkładał ręce, chciał paść kota sterydami i mówił, że wątroba raczej się nie zregeneruje. Niestety jestem osobą typu „Ja nie zrobię? Potrzymaj mi piwo.” i udowodniłam mu, że się mylił. W ekspresowym tempie udało mi się przyswoić najważniejsze informacje o diecie BARF oraz o kociej wątrobie i zaczęłam robić mu mieszanki. I wierzcie lub nie, ale po dwóch miesiącach takiego jedzenia kot miał wyniki idealne, chociaż nie dostał ani jednego leku. Całą robotę zrobiła dieta wspomagana ostropestem. 






Dlatego kiedy pies zaczął mieć problem z kryształami w pęcherzu to z marszu przestawiłam i jego na dietę BARF. I znów, zero leków, a problem zniknął w mgnieniu oka.

Ania zapytała mnie co BARF zmienił w moim życiu. Myślę, że uratował życie mojego kota i poprawił zdrowie psa. Myślę też, że dzięki tej diecie jesteśmy wszyscy sobie bliżsi. Muszę poświęcać więcej czasu na komponowanie posiłków, muszę baczniej ich obserwować, by od razu wyłapać jakiekolwiek problemy i móc zareagować na nie zmianą ilości suplementów, musiałam też dokształcić się w temacie różnych chorób zanim one się pojawią, żeby wiedzieć jak zapobiegać, by nie musieć leczyć.

Barfujemy już szósty rok i nie wyobrażam sobie karmić je inaczej. Pies ma tyle energii i wygląda tak dobrze, że lekarze dają mu trzy-cztery lata mniej niż ma. Cieszy się jak dziecko, kiedy dostaje wielką kość z mięsem, a ja nabieram większego respektu dla jego szczęk widząc jak rozpracowuje tę kość w pięć minut, bez żadnego wysiłku. Mam pewność, że karmię je najlepiej jak mogę, a najzabawniejsze jest to, że finansowo wychodzi mi to najtaniej ze wszystkich innych sposobów karmienia.
 



 ...................................................

Judith spotkacie na blogu Loft me up! (tak! to nie psi blog, ale polecamy!)


A Wy? Karmicie BARFem? A może chcecie zacząć?

You Might Also Like

0 komentarze

Polub Śledź też pies

Polub u Śledzi

Polub Simpsons Polska

Zajrzyj na naszego Instagrama