Śledzie testują: Obroże od KudłatyArt -> recenzja cz. 1

17:55:00

Wybaczcie małą obsuwę, ale... no własnie :)

Pod koniec zeszłego tygodnia dotarła do nas paczka od KudłatyArt - skłamałabym, gdybym powiedziała, że "długo oczekiwana"... ale prawda jest taka, że doczekać się nie mogliśmy :-)


Postanowiłam ich recenzję podzielić na 2 części: pierwsza - taka na "pierwszy rzut oka" będzie dzisiaj, kolejna - jak już trochę poużywamy, wymiętolimy i wrzucimy do pralki :-)


Samą firmę Kudłaty Art zapewne znacie - jesli nie, to zapraszamy do zajrzenia na ich stronę internetową oraz do polubienia fanpejdża.


Teraz kilka słów o zawartości naszej paczki:


Wszystkie obroże zamowiliśmy w wersji półzacisku martingale - od zawsze używamy półzacisków, ale tego typu jeszcze nie próbowaliśmy... po krótkiej chwili stwierdzam że są super! Bardzo wygodnie można za dużą petelkę psa chociazby złapać - nie trzeba za okucie i nie wysuwa się z ręki. To był zdecydowanie dobry wybór.

Na pierwszy rzut oka - obroże są bardzo fajne, grube, solidne, materiały - prześliczne :) Staraliśmy się zamówić różne podszycia, a także obroże obszywane materiałem i taśmą - by mieć jak najwięcej na ten temat do powiedzenia :-)

Mieszko dostał obrożę w owieczki ze szmaragdową pianką pod spodem :-)


Jak wzięłam ją pierwszy raz w ręce - byłam nieco zdziwiona tym podszyciem. Wydawało mi się jakieś takie dziwne, gumowate... nie wiem z czym mi się kojarzyło, ale nie było to pozytywne wrażenie... takie jakieś bliskie ortalionowego dresu ;) Ale po kilku dniach użytkowania widzę już, że było mylne - nic się w nie nie wbija (kłaki młodego latają ostatnio wszędzie), a po bliższym kontakcie - jest jednak całkiem miłe w dotyku :-) Zobaczymy, jak sprawdzi się na dłuższą metę!

Wszystkie dziewczyny dostały obróżki podszyte polarem minky.


Tu zaskoczenia nie było. Minky znam i lubię, miałam w rękach wielokrotnie i nieodmiennie jestem jego fanką :-) Co prawda TŻ trochę narzeka, że praktyczność tego (najwazniejsze kryterium wg niego ;) ) żadna zapewne, ale ja w minky wierzę i się nie zgadzam. Póki co - troszkę okłaczone, ale bez szału, myślę, że powinno być dobrze :-)

Kolej na resztę chłopaków :-)


Blusio dostał obrożę podszytą ekoskórką z dwoch powodów: po pierwsze, wydaje mi sie, że ma najmniejszy potencjał do czepiania się do futra, po drugie - wydaje mi się, że nie powinna kłaków plątać i wycierać, po trzecie - permanentnie mokre podgardle (kto miał niufa, ten wie o czy mówię) chyba najmniej ją przemoczy.
Bohun dostał liski na softshellu i tu zaskoczona byłam pozytywnie - naprawdę fajny, dobrej jakości softshell :-) Miękki, ale nie cieniutki szajs, porządny materiał. Duże nadzieje w nim pokładam :-)


Co jeszcze mi się podoba? Przeszycia.


Mam duże, silne psy (w tym jednego zmieszanego z koniem, żabą i gorylem na raz - oczywiście o Blusiastym mowa) i szwy są jedną z pierwszych rzeczy, na które zwracam uwagę. Te są konkretne, kilkukrotnie przeszyte, blisko okuć (dzięki temu będą bardziej wytrzymałe). Nitki nie wyłażą więc trudno mi tak na pierwszy rzut oka ocenić ich wytrzymałość, ale KudłatyArt twierdzi, że mucha nie siada ;-) Więcej o niciach, których uzywają, tutaj.

Kolejny aspekt, który dodajemy do wytrzymałości, to zgrzewane okucia.


Nie dość, że zabezpieczone przed rozgięciem się, to jeszcze naprawdę solidne i grube. Jestem praktycznie pewna, że nic się z nimi w toku użytkowania nie stanie. Obawiam się, ze nawet Blusio nie da im rady, chociaż chłopakowi zdarza się starać w tym temacie ;-)

Ostatnia rzecz dodająca smaczku - oczka na adresówki.

Adresówek używamy i zazwyczaj zapinaliśmy je za metalowy regulator przy obroży. Nie jestem fanką tych uchwytów, które opina się wokół obroży - raz, że jakieś to takie dla mnie niepewne, dwa - mało estetyczne... a tutaj proszę. Zwykły kawałek taśmy wszyty w obrożę.
Super wygodne. Banalnie łatwo zaczepiło się na nie adresówki, fajne jest to, że taśma jest stosunkowo cienka, więc nie trzeba rozginać tego metalowego oczka od adresówki za bardzo... zawsze uważałam, że najprostsze pomysły są najlepsze :-) 


Podsumowując: pierwsze spotkanie z wyrobami Kudłatego Artu (tak to się odmienia? :-) ) było bardzo udane. Teraz czas na typowo śledziowe testy w wodzie, śniegu, błocie i na kanapie... odmeldowujemy się do pracy i damy znać o efektach naszego wypróbowywania :-)

You Might Also Like

2 komentarze

  1. Czekam na część drugą :)
    nukanalenia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Również czekam na drugą część : )
    http://labowamania.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Polub Śledź też pies

Polub u Śledzi

Polub Simpsons Polska

Zajrzyj na naszego Instagrama