Śledzie pod namiotem

09:45:00

W poprzedni weekend wreszcie udało nam się wyrwać z domu - wybraliśmy wyjazd nad jezioro ze znajomymi. Byliśmy (no dobra - głównie ja, naczelna pesymistka, szukacz dziury w całym) pełni obaw... ale w końcu okazało się, że niepotrzebnie :-)

Zacznijmy od tego, że jechaliśmy z 5 psami - dużymi i 2 maluchów - Mieszkiem i Eevee (czyli Miłosławą ;-) ). Tylko Bohun z Zuzią byli z nami na takim wyjeździe, no a do tego - 5 psów to jednak nie w kij dmuchał. Logistyka może być nieco skomplikowana... choć jak widać nie musi.
Upakować w samochodzie nam się udało bez większych problemów (Nissan Note rządzi! złożone tylne siedzenia, podest w bagażniku by wyrównać poziom i heja), na dachu bagażnik z dobytkiem, za siedzeniem namiot (jaki - do tego jeszcze dojdziemy) i pojechaliśmy.


Było z nami sporo znajomych - tylko 2 z nich nasze psy znały.... było poza nimi 8 kompletnie nieznanym psom osób + kilkanaście innych (z dziećmi!) korzystających z pomostu. W kompletnie nieznanym miejscu. Z czasów, gdy Zuzia miała spore problemy z panowaniem nad emocjami, trochę problemów z obcymi, został mi (irracjonalny jak się okazało) niepokój jak to będzie. Do tego 2 kompletnie nieogarnięte 4 miesięczne bąble, Brombi która ma w głowie siano i zawieszający się Bohun. Wyglądało jak proszenie się o kłopoty... na szczęście było inaczej :-)

W naszej biwakowej ekipie psy wzbudziły totalny zachwyt :D Były gwiazdami wyjazdu, no i fakt - zachowywały się w 97% wzorowo :-) Pękałam z dumy słysząc przez 3 dni komplementy jakie mamy ogarnięte futra, że często jak ktoś jednego psa bierze to jest problem, a tu 5 i jest super :-) No i nie powiem - byłam zadowolona :-) Nieliczne próby żebrania przy grillu w wykonaniu Zuzi (w końcu trzeba sprawdzić czy nowi się złamią ;) a tu psikus, pan i pańcia wszystkim na wejściu powiedzieli, że psom nie wolno dawać nic ze stołu) zostały zgaszone natychmiast, jednorazowy atak kompletnej głuchoty Bohuna też został opanowany. Maluchy i Brombi zachowywali się super :-)


Kolejną naszą obawą było to, jak my będziemy z tą szaloną sforą spali. W namiocie spali kiedykolwiek tylko Bohun i Zuzia, wiec reszta nieogarnięta... i duża objętościowo :D
Namiot mamy taki.

To Quechua 2 seconds, teoretycznie 4 osobowa. Sprawdził się rewelacyjnie. Po prostu genialnie. Rozkładanie - sprawne (szczególnie, że mamy juz troche doświadczenia z nim - ma 4 lata; za pierwszym razem było gorzej, teraz już błyskiem). Miejsca w środku było wystarczająco :-) Psy wpasowały się świetnie, poprzytulały się do siebie i do nas - zmarznąć nie mieliśmy najmniejszej szansy, a jak było fajnie :)

Wyjazd nad jezioro miał na celu również - poza socjalizacją - oswojenie maluchów z wodą. U nas podział jest prosty - Bohun pływa, dziewczyny brodzą :-) chcieliśmy namówic maluchy na pływanie.. i w zasadzie się udało :-) I Mieszunio, i Eevee, zaliczyli pływanie - młoda nawet miała pomysł skakania z pomostu (miejsce było takie, ze spokojnie mogła, bo pomost nie wychodzil daleko w jezioro, w razie czego bez problemu byśmy jej pomogli), ale nie zdecydowała się ostatecznie ;-)


Ostatnia rzeczą, której się obawiałam był upał. Gdy wyjeżdzaliśmy było u nas jakieś 35 stopni. Na szczęście bliskość jeziora + las sprawiły, ze temperatura była super przyjemna, nawet dla takiego chłodnoluba jak ja. Bez problemu dało się cały dzień siedzieć w cieniu, schładzanie sie w jeziorze też dużo dawało :-) Psy nie ucierpiały (a wiedzieliśmy, że gdyby one źle pogodę znosiły, to po prostu spakowalibyśmy się i wrócili do domu), a wręcz przeciwnie.

A było o tak o fajowo :-)


You Might Also Like

7 komentarze

  1. Podziwiam Was za takie ogarnięcie towarzystwa :). I to bardzo! Ja chyba nie zdecydowałabym się na namiot, mimo, że mam pod opieką tylko jednego szczeniorka i to zupełnie niewielkiego, bo Rudy to raptem 10kg ADHD. Bardzo się cieszę, że wyjazd się podobał :))

    Pozdrawiamy!
    http://psiakowe.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Nooo podziwiam :) Ogarnąć takie towarzystwo :) Milo sie posta czytalo :)

    http://mehiart.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Jesteśmy pełni uznania i podziwu. Gdzieś również chodzi Nam po głowie pomysł wyjazdu pod namiot z Naszą nieokrzesaną labradorką, ale prawdopodobnie skusimy się bliżej jesieni.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hah! Ja się bałam jak to będzie z jednym dzikim russelem jechać nad morze, a co dopiero taka sfora!
    Podziwiam! :)
    I cieszę się, że wyjazd się udał :)
    Pozdrowienia!
    K&T
    jackterror.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Wooow wakacje pierwsza klasa!
    Podziwiam za takie ogarnięcie stada ;)
    ja mam fazy i pewnie panikowałabym, że to się nie uda i takie tam :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ogarnęliście temat pierwsza klasa :) Pokazujecie, że wyjazd całą gromadą też może się udać i chwała wam za to:) My pod namiotem spaliśmy z Vigo raz, najpierw nam dwa razy uciekł i nie wiedział dlaczego u licha nie wejdziemy spać do domu :) Na szczęście w końcu dał się przekonać :) Więc smycze w łapki i w drogę!

    OdpowiedzUsuń

Polub Śledź też pies

Polub u Śledzi

Polub Simpsons Polska

Zajrzyj na naszego Instagrama