Psia awaria

18:08:00

Trochę się nie odzywałam, ale mieliśmy awarię psa, a konkretniej - Zuzi. Ale od początku.



W ostatni weekend przyjechała do nas Bomba (czyli Miłorada, niebieska sunia) ze swoimi właścicielami w odwiedziny. W niedzielę wybraliśmy się z psami na spacer. Wszystko było normalnie, psy szalały, a to na polach, a to w wodzie. Pospacerowaliśmy sobie bardzo sympatycznie.

W pewnym momencie zauważyliśmy, że Zuzia dziwnie się zachowuje - próbowała sie położyć, ale była w stanie tylko przykucnąć na łapach, a do tego dochodził silny (choć bezskuteczny) odruch wymiotny. Pierwsza myśl była taka, ze gdzies jej utkwiła trawka (Zuzel jest z tych non stop pasących się), ale nie. Gdy wstała - przeraziłam się. Miała ogromny, wzdęty, napiety brzuch.

Pierwsza myśl - skręt żołądka. Niby jadła o 6 rano (była wtedy 14), ale przecież psy piły wodę z rzeki. Natychmiast w tył zwrot do domu + telefony do naszych wetów - głównie po to, by się upewnić, że dobrze myślimy co robić. Potwierdzili, więc Espumisan do dzioba, papaweryna w tyłek i wio do weta.

Na domiar złego nasz samochód był w warsztacie... ale szczęście w nieszczęściu, że byli u nas własciciele Bomby - i właśnie Kacper do weta nas zawiózł. Byliśmy w mieście w rekordowym tempie.

A potem poszło już szybko. Wkłucie dożylne, RTG i diagnoza: ostre rozszerzenie żoładka + podkręcająca się śledzona. Więc igła w żołądek - i jak zasyczało! Powietrze schodziło jak z balonu.... ale dało to szybki efekt - Zuzi zrobiło się wyraźnie lżej. Później narkoza i sonda do brzuchola z płukaniem żołądka... i z tej imprezy powstało pół wiadra wody z rzeki - oczywiscie z zieleniną. Wetki śmiały się (juz po wszystkim) że czekały jeszcze na żywe rybki, a tu psikus i nie było ;-)


W każdym razie - było niewesoło. Do tego jeszcze następnego dnia Zuzia doszła do wniosku, że to karmienie jej po kilka chrupków na raz z ręki, często a mało, to jest jakaś ściema.... zeżarła więc 3/4 pieczonego kurczaka - w całości. Skończyło się znowu u weta, na szczęście tym razem oprócz okropnistych bączurów wieczorem nic się nie stało.

Dziś jest już w porzadku... ale napędziła nam strachu co niemiara.

............................................................................................................. 

Ogłoszenia parafialne ;-)

Jak pewnie zauważyliście, po prawej przybyło okiengo Facebookowe - można nas zalajkować by i tam być na bieżąco :-) Zapraszamy, będzie nam bardzo miło.

Nasza hodowlana strona doczekała się wreszcie aktualizacji i zmiany szaty graficznej :-) Długo już się do tego zbierałam i wreszcie nadejszła ta wiekopomna chwila :D w związku z tym - również zapraszamy. Dostać się do nas mozna albo przez kilk w menu, albo tędy :-)

Nie wiem czy wiecie, ale pod adresem gdziedoweterynarza.zumi.pl mozna głosować na swoich ulubionych wetów... a my Was prosimy, byście zagłosowali na NASZYCH wetów :-) Ludzi z doświadczeniem i taką miłością do zwierząt, jaka zdarza się naprawdę rzadko.
Jak? tą drogą :-) Dziękujemy wszystkim i każdemu z osobna :-)

You Might Also Like

8 komentarze

  1. O matko, zaczęłam czytać i zmartwiałam, że właśnie skręt. Całe szczęście, że "tylko" rozszerzenie. Śledziona ok?

    A za kurczaka, to osobiście jej bym łeb ukręciła :) Albo potrąćcie jej z racji karm żywieniowych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wygląda na to że ok - oczywiście powiększona po takiej akcji, ale powinno wszystko wrócić do normy.

      Taaaa, miałyśmy z naszą wetką podobny pomysł co do ukręcania. Potrącone zostało, dodatkowo kompostownik został zabity dechami tak, że nie wiem jak TŻ planuje do niego coś wrzucać :D

      Usuń
  2. :O to jest przerażające... dobrze, że to się tak skończyło.
    Przez skręt odeszło sporo znajomych psów, dlatego to jest diabelstwo.

    Nie zazdroszczę Wam takich przeżyć, stresu i strachu... :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Biedna Zuza, a tego kurczaka to ze stołu podwędziła ? ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z kompostownika. Już był mocno "śliski" ;-)
      Wydawało się, że kompostownik dobrze zabezpieczony, a tu proszę - jak pies głodny, to i pomysłowy się nadmiernie robi...

      Usuń
  4. Jejku, ale mi stracha napędziłaś!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobrze, że wszystko dobrze się skończyło. Najważniejsza w takich sytuacjach jest właśnie szybka reakcja.

    OdpowiedzUsuń
  6. Boziu... Bardzo, bardzo współczujemy :c. Dobrze, że wszystko dobrze się skończyło :). Dziękuję za to, że napisałaś tego posta, bo zawsze dawałam Oziemu pić przed spacerem ( żeby załatwił potrzebę ), ale teraz już nigdy tak nie zrobię! Oczywiście, dostęp do wody ma cały czas, ale w praktyce wychodzi na to, że lubi pić tylko tą świeżo nalaną :).

    Pozdrawiamy i zapraszamy do nas
    http://karelowokolorowo.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Polub Śledź też pies

Polub u Śledzi

Polub Simpsons Polska

Zajrzyj na naszego Instagrama