Śledzi problemy rodzinne

06:11:00

Artykuł Zosi zainspirował mnie do podzielenia się naszymi psimi problemami :)



Nasze psy są w zasadzie bardzo fajne. Naprawdę, to ogarnięte, kontaktowe, kochane psy... co nie zmienia faktu, ze czasem potrafią pokazać różki i tak jak my - mają swoje słabości... a może to nasze, ludzkie słabości, które wychodza w ich zachowaniu? Pewnie tak ;-)




Na pierwszy ogień: Zuzia.

Zacznijmy od tego, że gdy przyjechała do nas dały o sobie znać braki socjalizacyjne. Niestety, hodowcy nie odwalili roboty na 100% i młoda bała się wielu rzeczy - również ludzi, a na pewno głośnych dźwięków, nieznanych sytuacji.
Na szczęście na tym polu poszło nam nieźle, Zuzel został ogarnięty pod względem strachów. Co nieco zostało (głośne, nagłe dźwięki - widać, że by zwiała, ale nad sobą panuje), ale ogólnie jest naprawdę świetnie. Sucz jest totalnie normalna, nie mamy z nią pod tym względem problemów w codziennym życiu.

Pojawił się za to inny problem: Zuzia jest nakrętasem. Energiczna, przez to chaotyczna i momentami niezwrónoważona. Ekscytuje się błyskawicznie, nakręca jeszcze szybciej, często aż drży z podniecenia. Nie ma co ukrywać - przy nauce czegokolwiek czy na wystawach to jest super, bo fajnie się z nią pracuje... ale na codzień - bywa uciażliwa. Szczekanie (opanowane w 80% - znamy komendę "dość", a jak do tego doszłyśmy? sprawdź!), przy wysiadaniu z samochodu szaleństwo, skakanie, podgryzanie Bohuna (opanowane w 85% - wkrótce opowiem jak :) ).
Tak jak teraz sobie myślę - w zasadzie wszystkie uciążliwości Zuzi rodzą się własnie z tego bycia nakrętasem :) Nie jest z tym łatwo sobie radzić niestety, ale wychodzi nam coraz lepiej.


Przejdźmy do Królewicza, czyli do Bohuna :)

Bohun jest zupełnie inny, i w zasadzie nie wiem, jaki charakter wolę... bo z jego flegmatycznego usposobienia również rodzą się problemy.

Zacznijmy od rzeczy, która jest ewidentnie naszą winą i tu przyznaję się bez bicia - nieopanowana komenda "zostaw". No niestety, spaliliśmy ją, nie poprawilismy, i tak się bujamy... właśnie próbuję się zmotywować, by z nim nad tym popracować, bo szczególnie ostatnio dał mi w kość - 10 minut czekałam, aż królewicz się naje wystarczająco obornika... ;-)

Druga sprawa, kłopotliwa, pojawiła się dość dawno, zaostrzyła, ale na szczęście została naprawiona. Otóż Bohunek wielbi swego pana. Niby nie ma nic w tym złego... póki nie jest tak, że cała psia miłość idzie do pana, a mnie ignoruje. Doszliśmy w pewnym momencie do takiego poziomu, ze kompletnie nie słuchał moich komend a do tego - jeśli próbowałam coś wyegzekwować - warczał. Nasza relacja była masakryczna - na szczęście udało mi się to naprawić. Spacery tylko z nim, więcej zabawy, więcej ćwiczeń i Misio teraz i panią znowu lubi, szanuje i adoruje ;-)


Na koniec - Brombi :)

To jest w zasadzie jak dla mnie pies prawie idealny. Nakrętas, ale nie aż taki jak mama - wystarczająco, by był odpowiedni poziom motywacji, ale nie aż tyle, by była kłopotliwa. Posłuszna, kontaktowa... po prostu świetna.

Tylko straszna zadymiara. Podjudza Bohuna i Zuzkę, nakręca je np. gdy spotykamy kogoś na spacerze; awantura między innymi psami - Brombi zawsze dopinguje. Wszędzie jej pełno.

Poza tym - ideał :)


A Wy, jakie macie problemy ze swoimi psami? :)

You Might Also Like

10 komentarze

  1. Problem z Vento jest taki: Boi się SZCZEKANIA innych psów i zagania samochody[ tzn próbuje ale mu nie pozwalam] oczywiście nad wszystkim pracujemy ;]

    OdpowiedzUsuń
  2. "10 minut czekałam, aż królewicz się naje wystarczająco obornika" - też przez to przechodziłam z Ru. I naprawdę to ćwiczy opanowanie - bądź spokojny, staraj się nie rzucać słowami powszechnie uznawanymi za obraźliwe...i żeby Cię szlag nie trafił na miejscu, zawsze miałam wizję, że za chwilę trafimy na salę operacyjną z okazji jakiegoś przyjemnego ciała obcego w żołądku. Na tą chwilę od rzeczy leżących typu śmieci, zwłoki, rzygi (a i owszem, zdarzało się!), worki foliowe, torebki po herbacie jest odwoływalna. Ale jak porwie coś w polach to przyjdzie - ale w międzyczasie na 3 gryzy zeżre to co tam dorwała i przyleci radosna do mnie, bo przecież jest na zawołanie :P Komenda "puść" działa na razie w 60-70% - żarłoczność + wysoki poziom ekscytacji tego nie ułatwia. Oprócz tego socjalizuję ją z psami, bo na tym polu też mamy sporo pracy. No i tonowanie emocji. Powoli, do przodu będzie coraz lepiej :)

    Jeśli chodzi o Baloo to on jest zbliżony do mojego ideału. Pracujemy nad głośnością (lubi pruć ryło bez powodu), ostatnio przy Ru zaczął również się drzeć na psy, które mijamy za płotem podczas codziennych spacerów - trochę go jej histeria popsuła - doszło do tego, że Ru teraz jest spokojniejsza niż on. Oprócz tego - ponad ROK ścieram się z normalnym chodzeniem na smyczy. Już po roku chodzi na taką naciąganą 4, mocne 3,5 :P Ale podobno 'ciągnikowatość' to popularna ozikowa cecha, po dojrzeniu (około 2 roku życia, już niedługo, uff!) powinno już być lepiej.

    Generalnie z duetem pracuję nad panowaniem nad emocjami, idzie nieźle - biorę poprawkę na to, że to jeszcze młodziki są ( żaden jeszcze nie przekroczył magicznej osiemnastki :) ) i nakręcają siebie nawzajem - na osobnych spacerach bywa wręcz idyllicznie :)

    Zawsze staram się na bieżąco opisywać problemy z psami na blogu - moim zdaniem zawsze ktoś może podpowiedzieć, doradzić - zresztą nie lubię owijać w bawełnę i kreować siebie czy psów na kogoś kim nie jesteśmy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawy wpis! :) Czy w swojej Berneńczykowej historii mieliście jakieś wydarzenia z dorosłym niszczycielem? Za każdym razem, kiedy odwiedzam swoich rodziców, to mają problemy ze szczekaniem (choć właśnie pracują nad tym sposobem wyczytanym na tym blogu! :) ) oraz z niszczeniem... drzwi i ścian. Kiedy wyjeżdżają na parę godzin i Jacke Chan zostaje w domu, normalnie nic się nie dzieje, jednak kiedy w tym czasie nagle pojawia się letnia burza... drzwi i ściany rozgryzione, psia mordka krwawi, scena jak z horroru... Przy czym kiedy są w domu, to burza jest często ignorowana. Słyszałaś może o takim przypadku? Bardzo chciałabym im pomóc, ale nie wiem jak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dla mnie to tu nie ma zadnej tajemnicy: pies się boi burzy.
      Nie jakoś strasznie, skoro jak domownicy są w pobliżu, to nie reaguje, ale jak widać samotność sprawia, że burza jest 100 razy straszniejsza.
      Jak dla mnie najsensowniejszym rozwiązaniem - bezpiecznym dla psa i ścian - jest klatkowanie i tyle.
      Tylko trzeba go tego mądrze nauczyć, małymi krokami, klatka ma być azylem, a nie karą.

      Usuń
  4. Ciekawy wpis, jak zwykle :)
    Terror ma problemy z utrzymaniem na wodzy swojej miłości do ludzi :-) Pracujemy nad tym. I gryzienie rąk, chociaż to powoli opanowujemy :) Młody boi się worków na śmieci, jak schodzimy to leci przede mną z podkulonym ogonem i jeszcze segregowanie, jak wrzucam butelki to czeka 20m ode mnie i patrzy, boi się podejść :D Ale to akurat mi nie przeszkadza, więc nie wiem czy coś z tym robić :) Podgryza mi odkurzacz jak za bardzo się do niego zbliżę,ale jak jest na małych obrotach to się nim bawi tzn wkłada język żeby mu zasysało, myśli chyba że to fajna zabawa :D
    Kiedyś bał się wytrzepywania ciuchów, a teraz już jest obojętny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo fajny wpis! Od dawna zastanawiałam się jak to tam u was jest i wreszcie doczekałam się odpowiedniego posta :).

    H&F
    http://jaimojaspanielka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Taak ze zjadaniem obornika zmagamy się i my :/ To jest bardzo uciążliwe szczególnie, że Abi jest prawdziwym koneserem i nie przepuści żadnej okazji. Teraz już jest lepiej i odwołuje się, ale z tym też bywa różnie ;) Oprócz tego zmagałyśmy się jeszcze z opanowaniem emocji. Cały czas nad tym ćwiczymy i do ideału brakuje już niewiele :D

    OdpowiedzUsuń
  7. bardzo ciekawy wpis! uwielbiam psy i chyba zostanę z wami na dłużej:-)

    zapraszam na mojego nowego bloga, którego założyłam 2 dni temu i dopiero zaczynam, dlatego byłoby mi miło, gdyby ktoś mnie odwiedził http://friluiftsliv.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Wreszcie mam okazję skomentować ten cudowny wpis :) U nas też "zostaw" pozostawia trochę do życzenia, a komendy "wypuść" z paszczy Bonzo nauczyliśmy się tylko w stopniu minimalnym, także rozumiem Waszą sytuację :D
    A jak wygląda podjudzanie w wykonaniu Bromby?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skacze, podszczypuje, drze paszczękę... po czym na chwilę przestaje i czeka na reakcję :D
      Pchła mała, z jednej strony to śmieszne, z drugiej - czasem mam ochotę ją sama podszczypnąć ;)

      Usuń

Polub Śledź też pies

Polub u Śledzi

Polub Simpsons Polska

Zajrzyj na naszego Instagrama