Świadomość wiejskiego burka

05:59:00


Ostatnie dni spowodowały, że tak sobie zaczęłam myśleć i rozkminiać, trochę do tego zaispirowała mnie Gosia z Heart Chakra, która pisała o dostosowaniu ludzkiego języka do psa. Ja bym z kolei chciała podzielić się z Wami moimi refleksjami o sygnałach uspokajających i sprawach przyległych, ale bardziej o tych przyległych ;-)


Jak zapewne część z Was wie, a część nie - mieszkamy na wsi. Na naprawdę małej, zapupiastej, podlaskiej wsi - jest tu ok. 30 mieszkańców. Podoba nam się tu straszliwie, to nasze miejsce na ziemi, ale wyprowadzka z miasta wywołała u nas zderzenie z wiejską rzeczywistością, czyli traktowaniem psów. Ale, ale! Nie będzie tu o trzymaniu psów na łąńcuchach i innych niemiłych rzeczach - będzie o aspektach pozytywnych, czyli jak udało nam się (tfu tfu, żeby za wcześnie nie zapeszać ;) ) pomóc 2 psom w naszej okolicy.




"On się boi wszystkiego, co to za pies?!"

Takie słowa usłyszał jakiś rok temu TŻ od jednego z sąsiadów. Rzeczony sąsiad sprawił sobie psiaka w typie landka - dziecię z pseudo, w wieku 4 miesięcy trafiło do sasiada, w wieku 6 miesięcy ta rozmowa miała miejsce. Ja ją znam tylko z relacji w/w TŻta ;-) który wrócił do domu ze słowami "Musisz tam iść i spróbować coś zrobić". Podobno pies strasznie lekliwy, i o krok do pójścia w agresję z powodu tego strachu.
Żeby nie było: nie kreuję się na wiejskiego zaklinacza psów (tfu!) - ale nie oszukujmy się, przez lata w tym środowisku, własne psy, inne psy z różnymi problemami, a do tego rozmowy z "mądrymi ludźmi" i literaturę, coś tam w głowie mam ;-) Stwierdziłam więc, że niech i tak będzie, może mnie nie zeżre :D

Faktycznie, na podwórku przywitał nas sąsiad i pies... przerażony szczeniak. Rozmiarów słusznych, ale szczeniak. Sąsiad patrzył na mnie jak na szarlatankę, ale ja sobie po prostu usiadłam bokiem na ziemi, w odległości od psa, rozrzuciłam w różnej odległości od siebie chyba tonę smaczków i zaczęłam gadać z sąsiadem - nie gestykulując i starając się nie być nazbyt ekspresyjną (kto mnie zna, ten wie, że to niełatwe :D). Po jakichś 40 minutach - eureka! Pies przestał ujadać z podkulonym ogonem i zaczął obwąchiwać smaczki. Po kolejnych kilku minutach - ciągle z niepokojem zerkając na mnie - zaczął podjadać. Ja oczywiście nie robiłam kompletnie nic, udawałam, że w ogóle tego nie widzę. Po godzinie z małym haczykiem doszliśmy do tego, że pies leżał na boku obok mnie - tym razem zrelaksowany. Dał się nawet kilka razy dotknąć, w końcu po prostu odszedł - ale bez ujadania - i zaczął zajmować się swoimi sprawami.

W tym czasie próbowałam wytłumaczyć sąsiadowi jak z tym psem dojść do ładu (chociaż czułam, ze to orka na ugorze i sąsiad uważa, że jakaś walnięta baba durnoty gada :D - jakże się myliłam!). Opowiadałam o dobrej relacji, wspólnym spędzaniu czasu, mówieniu spokojnie, nagradzaniu itd itp.... No a w końcu zaczęliśmy się zbierać do domu. W drodze powrotnej rozmawialiśmy z TŻtem, że słabo wierzymy, że sąsiad zacznie z psem pracować, no ale co mogliśmy to zrobiliśmy. Dodaliśmy do tego silne postanowienie wspomnienia sąsiadowi, że gdyby nie miał cierpliwości i jednak nie chciał już tego psiaka, to żeby nam powiedział, znajdziemy mu dom (wiecie, co się na wsi zazwyczaj robi z niepotrzebnym psem, prawda...?)

Po 2-3 miesiącach wpadłam do sąsiada po jajka... i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Przywitał mnie ten sam pies, ale jakże inny! Szczekający, ale do opanowania, gdy jego pan powiedział mu, że cisza. Nie zalękniony, spokojnie odchodzący do swoich spraw. No i sąsiad, który stwierdził, że faktycznie te metody działają, i że pies się tak zmienił.

Wracałam do domu pod wielkim wrażeniem. Byłam pewna, ze nic z tego nie będzie - nie z psiej winy, z ludzkiej zatwardziałości w poglądach, które wpoili rodzice i dziadkowie. Nie zostało mi nic innego jak odszczekać wszystkie złe rzeczy, które myślałam :-)


"Ma ochotę zagryźć każdego, kto do nas podchodzi..."

Czyli tym razem historia o małym agresorze. Na szczęście - faktycznie, niewielkich rozmiarów ;-)
Znowu TŻ wrócił do domu z psią historią: był u sąsiadów, a tam taki mały dziamgacz, który to podobno każdego traktuje jako zagrożenie dla jego - szczególnie - pani, dziabnął już listonosza w łydkę i kilka innych osób - TŻtowi tez się oberwało ;-) na szczęście bezkrwawo. Właściciele wiedza, że mamy psy, sąsiad od landka powiedział innemu sasiadowi, a tamten jeszcze komuś, że z psem pomogłam dojść do ładu... no i że może i z tym mikropsem bym coś podpowiedziała.

Myślę sobie, dobra - w końcu taki to mnie na pewno nie zagryzie, założę grubsze spodnie i tyle ;-)
Przy drzwiach przywitało nas dziamgolenie, ukrócone zamknięciem gagatka w łazience. Pogadaliśmy sobie chwilę i doszłam do wniosku, że trzeba wziąć byka za rogi :D Poprosiłam, by wpuscili psa, ale nic do niego nie mówili, nie przytrzymywali - sama zaś na podłodze naświniłam smaczkami. Pies wpadł - widać, że nastawiony na "zaraz tu się komuś stanie krzywda, muszę zareagować", ale miałam zapobiegliwie ręce na stole - no i oczywiście olaliśmy go wszyscy równo. Zero patrzenia, ja sobie za to dyskretnie poziewałam, pooblizywałam się, poudawałam, że paznokcie oglądam.... po chwili (dosłownie chwili! aż byłam zdziwiona) pies poszedł i jak gdyby nigdy nic zaczął zjadać smaczki. Jego państwo byli pod wrażeniem, bo podobno po raz pierwszy tak się zachował w stosunku do kogoś obcego - innymi słowy byli pewni, że i mnie dziabnie ;-) Później przyszedł czas na oswojenie tych straszliwych gości - dostał smaczki od nas, pobawiliśmy się, pokazałam właścicielom, jak np. bawić się z nim piłką - gagatek w minutę załapał, że "daj" się bardzo, ale to bardzo opłaca :-) Dowiedział się, że goście mogą też być fajni, nawet jak siedzą bardzo, ale to bardzo blisko jego pani. Zauważył, że klikanie oznacza smakołyki, a żarłok z niego konkretny ;-) No a do tego jego państwo zobaczyli, jak łatwo jest osiągnąć efekt - bo pies naprawdę rewelacyjny.
Pogadaliśmy o poprawieniu relacji z psem, o ustaleniu zasad, o zachowaniach zastępczych, o tym, co ich pies chce im powiedziec, gdy zamiast przyjść na zdenerwowane wołanie, to najpierw obwącha kilka trawek i milionie innych spraw. Dostali do poczytania kilka mądrych książek, pogadaliśmy co robić, gdy ktoś przychodzi, jak nie dopuszczać do wyuczonych już zachowań małego agresora.

Tu nie mam wątpliwości, że będą działać i pracować, a pies w końcu zostanie ogarnięty :-) Trzymam mocno za nich kciuki i mam nadzieję, że już niedługo będziemy mogli wspólnie iść na spacer :-)

......................................................................

Napisałam tego posta, by wprowadzić nieco optymizmu w owiany grozą temat "pies na wsi". Tak, nie ma co się czarować - większość ludzi ze wsi ma podejście jakie ma: pies na łańcuchu, do jedzenia to co zostanie z obiadu, a jak nie daj buk dusi kury - to przywiązać w lesie albo zastrzelić. Taka prawda, i pewnie tacy ludzie będą jeszcze długo... ale coś się zmienia. Czuć powiew nowego. Widać, że coś zaczyna do co poniektórych docierać.
Nie oszukujmy się - w większości do młodych, przecież to głównie oni korzystają z internetu i zaczynają zastanawiać się na słusznością podejścia rodziców czy dziadków. Internet ma tu ogromne znaczenie... ale nieskromnie mi sie wydaje, że i dobry przykład ludzi takich jak my. Odkąd się tu przeprowadziliśmy sporo namieszaliśmy w psim temacie - w końcu nasze psy nie dość, ze spią na kanapach, to jeszcze specjalne jedzenie jedzą i chodzą codziennie na spacer! I dobrze. Chętnie pomieszam dalej :-)

You Might Also Like

9 komentarze

  1. Ja też znam pewien pozytywny przykład. Jako dzieciak jeździłam nad morze na wieś. Było to jakieś...20 lat temu. A tam wszystkie psy poszczepione, odrobaczone i zabezpieczone przeciw kleszczom. A jak weterynarz przyjechał na wieś i powiedział, że nie powinno się trzymać psów na łańcuchach, to powstały całkiem przestronne wybiegi przy domach. Oczywiście nie od razu i nie wszędzie...ale jak jeden gospodarz uwolnił psa z łańcucha i wybudował mu stosowny wybieg, to inni pozazdrościli i poszli w jego ślady.

    Tak więc nie jest aż tak źle na tej wsi. Wszędzie znajdą się wrażliwi ludzie i pozbawione emocji bestie. Czasem na wsiach brakowało edukacji, ale jak dotarła jakaś nowinka to wrażliwi, odpowiedzialni właściciele psiaków szybko się do niej przekonywali. Teraz zdobycie informacji jest dużo łatwiejsze, więc sytuacja psów na wsiach też lepsza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, byłam zaskoczona, jak szybko niektóre rzeczy tutaj do ludzi docierają.

      Usuń
  2. Ja co prawda mieszkam w mieście, ale zdarza mi się bywac na wsi. Aż serce ściska...:/ Jedna buda na 3 psy, wszystkie na łańcuchach...No i oczywiście żyją na resztkach z obiadu-klasyk ;) Gdy suka się oszczeni, psiaki w koszyk i na rowerze z nimi do lasu.Wątpię, żeby tam cokolwiek się zmieniło.

    Pozdrawiam

    kundlowo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No u nas na wsi takich rewelacji nie widziałam... może i dobrze, bo bym sobie wrogów musiała narobić ;)

      Usuń
  3. Hej! To znowu ja! Wspominałaś, żebym napisała jak będę miała jakiś problem dotyczący szablonu. No i mam! Wiesz może, czy i jak można zrobić takie karty na górze jak Ty masz (blog, śledzie, kontakt itd) Mam też problem z "menu" po prawej stronie. Tam wyświetla mi się home,about, fulwidth page i contact, jak klikne na to, nic się nie dzieje, a chciałabym tam wrzucić coś swojego, albo w ogóle to zlikwidować, a w układzie stron tego nie widzę w ogóle. I jeszcze te znaczki facebook, twitter instagram..Po kliknięciu na nie przenosi do strony lovelytemplates, a chciałabym żeby przenosiło na moje, a też nie mam zielonego pojęcia gdzie to zrobić. Będę wdzięczna za pomoc! Pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny post. Niestety ja również mieszkam w dość małej wsi, gdzie sąsiedzi nadal uważaj, że nic się nie zmieniło, a pies ma dostawać jedynie resztki obiadu.Fajnie, że u ciebie ludzie tak bardzo są nastawieni na zmiany i pomoc innych.Szkoda gadać, co dzieje się u nas... Super, że starasz się pomagać psom :).

    H&F
    http://jaimojaspanielka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. WOW super historie :) Aż serce rośnie, że przede wszystkim ludziom się chciało kogoś posłuchać. Sama to czytając byłam mocno sceptyczna :)

    OdpowiedzUsuń
  6. To prawda, serce rośnie. Ja niestety znam "polską wieś" od zgoła innej strony. Z takiej też mazurskiej wsi pochodzi mój pies Cookie i ja. Po 2 latach wciąż odkręcam to, co "polska wieś" zrobiła z małym, przyjaznym szczeniakiem. I w którym momencie ktoś zrobił mu taką krzywdę, że jest to pies który instynktownie chce się witać i bawić, ale po chwili wpada w panikę i gotów jest gryźć.
    Bywam na tej wsi kilka razy w roku. We wszystkich domach są psy. Jedne na łańcuchach, jedne w kojcach, inne biegające luzem. Poza psami mojej siostry nie ma ani jednego utrzymywanego tak jak miejskie psy, tzn. wychodzącego na aktywne spacery z właścicielem na smyczy, szkolonego, pielęgnowanego. Nieliczne są szczepione na wściekliznę przez dojeżdżającego weterynarza. Większość psów ma pilnować domu. Część psów jest szkolona do kłusownictwa, są od małego przyuczane do polowań na koty, inne psy, zające przez opiekunów- kłusowników i oczywiście alkoholików. Kot mojej mamy wpadł swego czasu we wnyki, sąsiedzi wspaniałomyślnie donieśli o tym, z racji tego że mama mieszka tam już 20 lat. To postęp, bo jeszcze 5 lat temu gdy szukaliśmy 2 zaginionych, dwumiesięcznych szczeniąt bezdomnej suczki, która oszczeniła się u mamy pod domem nikt się nawet nie zająknął że je widział, a pozniej odnaleźliśmy je na łańcuchach, 5 domów dalej.
    Przechodząc przez wieś wszystkie po kolei szczekają nakręcając się nawzajem. Nierzadko psy z drugiego końca wsi szczekają i odszczekują im te z początku. I tak całą dobę. Ludzie chodzą przez wieś z kijami. Tak. Z długimi kijami. Używają ich do odganiania psów, które do nich podbiegną. Czy malutki Cookie mógł oberwać kijem gdy podbiegł z innymi (pewnie szczekającymi!) psami do któregoś z sąsiadów? Jak najbardziej. Szczególnie że był pewnie najwolniej biegającą jednostką, szczególnie, że jest z natury przyjacielskim psem i pewnie chciał się tylko przywitać.

    Z biegiem czasu i mnie ciągnie na wieś, ale rzeczywistość w jakiej dorastałam weryfikuje, że nigdy nie sprawię swojemu psu, ani swoim przyszłym dzieciom takiej krzywdy jak wyprowadzka na "typową polską wieś". Tym bardziej, że ta z której ja pochodzę jest "najlepszą" w promieniu około 50 km. Gorączki dostaję na samą myśl o polskiej wsi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czemu wyprowadzka na wieś miałaby dla psa być krzywda? Przeciez nikt nie każe trzymać psa na łańcuchu - np. u mnie wszyscy wiedza, że moje psy kanapowe i koniec tematu. Głupie dyskusje ucinamy bezwzględnie i już.
      No ale inna rzecz, że nie pozwalamy na wałęsanie się naszych psów po wsi, we wsi chodzą wyłącznie na smyczy, nie zaczepiają ani zwierząt gospodarskich (tzn jak sąsiadowi jałówki uciekną to zaganiają, ale to za oustronnym przyzwoleniem), nie dusza kur etc...

      Usuń

Polub Śledź też pies

Polub u Śledzi

Polub Simpsons Polska

Zajrzyj na naszego Instagrama