Alternatywna rzeczywistość

16:49:00

Ano właśnie. Czytałam, czytałam i moje oczy robiły się coraz większe. Jak widać - potrzebowałam paru dni na przetrawienie i przemyślenie tej notki, i chyba właśnie na to przyszedł czas. Nie zmienia to faktu, że jestem zniesmaczona, zażenowana i zbulwersowana, jak można tak zakrzywiać czasoprzestrzeń dla swoich potrzeb i tak paskudnie manipulować. A podobno psiarze powinni trzymać się razem...


A więc łapię byka za rogi i dzisiaj słów parę na temat wpisu na fanpage'u schroniska w Korabiewicach.


Moi drodzy państwo administrujący schroniskiem, pozwólcie, że obnażę błędy merytoryczne, które popełniliście pisząc ten kłamliwy wpis.


Zacznijmy od drugiej części, na temat kupna psa w hodowli.

1)

Kot w worku - najczęściej kupowane są szczeniaki, a głównym kryterium wyboru jest wygląd („jaki słodki”). Słaba znajomość specyfiki rasy (choroby, charakter, temperament) powoduje wiele rozczarowań i wzajemnego niedopasowania. Duży pies męczący się w kawalerce w bloku, długie godziny pracy i mało czasu na spacery z psem mającym mnóstwo energii i potrzebującym wybiegania, kłopotliwy w pielęgnacji sierści pies tarzający się ciągle w ogródku itd itd. Jeśli do tego nakłada się brak czasu, znajomości psychiki i specyfiki danej rasy, a tym samym zdarzą się błędy i brak konsekwencji w wychowaniu, mamy psa agresywnego, niszczącego sprzęty domowe, uciążliwie szczekającego etc.

 Drodzy Państwo, czy to, ze zdarzają się nieodpowiedzialni kupujący, których głównym kryterium wyboru jest "jaki słodki", nie mają pojęcia o rasie, którą wybierają, nie potrafią zaspokoić jego potrzeb, to wina hodowców? Serio, ktoś takie rzeczy próbuje na nas zwalać? Nawet nie wiem, jak ten kompletny brak logiki skomentować.
Analogiczna sytuacja z agresją, niszczeniem, uciążliwoscią i szczekaniem może zdarzyć się w przypadku psa schroniskowego... ale o tym przecież nikt w idyllicznej cześci o adopcji nie pisze. O nie, adopcja to tęcza i jednorożce....
Inna rzecz, że zarówno hodowca, jak i osoba wyrażająca zgodę na adopcję ma obowiązek (jedynie moralny niestety) upewnic się, że pies trafia do odpowiedniej rodziny.

2)

Wspierasz eksploatację zwierząt - bardzo niewiele hodowli kieruje się miłością do danej rasy, chęcią jej popularyzowania i zajmuje się hodowlą w małej skali. Bardzo często jest to po prostu biznes i chęć zysku (z definicji hodowla to proces komercyjny).
Wyeksplatowane suki rodzą zbyt często (dwa, a nawet 3 razy do roku) i ponoszą zbyt duże konsekwencje nieustannych ciąży. W tych najgorszych (doświadczenie z interwencji pokazuje, że także oficjalnie zarejestrowanych) psy trzymane są w klatkach, nie wychodzą z nich i nie znają normalnego życia, są brudne, zarośnięte, wypadają im zęby, sierść mają poklejoną odchodami, pokręcone pazury, pełne są pasożytów, chore i poranione.
Nie ważne jak wyglądają, jak cierpią skoro urodzą śliczne, czyste i pachnące i zyskowne szczeniaczki.  

Oczywiście, ze hodowla to proces komercyjny. Niby czemu za moją pracę (ciężką i wymagającą wiedzy pracę) nie powinnam otrzymać wynagrodzenia? Czy wszyscy w schronisku pracują za free? Nie, czyli jak rozumiem i ich trzeba spalić na stosie?
W hodowli ZKwP (no bo skoro autor mówi o "hodowli" to "hodowle" biorę pod uwagę - a nie pseudo) suka może mieć szczenięta jeden raz w roku. Jeśli ma szczenięta 2 razy w jednym roku, to następny rok nie może mieć szczeniat wcale. Po co więc ta manipulacja?
O trzymaniu w klatkach, brudzie, odchodach na sierści, wypadających zębach to nawet nie wspomnę. Ja rozumiem, że jeżdżąc na interwencje można się na wiele napatrzeć i pogląd sobie wyrobić, ale fanatyzm jest niewskazany. W ilu hodowlach ZKwP interwencje przeprowadzono i wyglądały właśnie w ten sposób?

3)

Przyczyniasz się do zwiększenia bezdomności zwierząt - popyt na rasowe szczeniaczki nakręca ich produkcję. Chwilowe mody (jak np. osławiona moda na dalmatyńczyki po filmie 101 Dalmatyńczyków albo przejściowa moda na rotwailery) powodują zapełnianie się schronisk daną rasą tuż po jej przeminięciu. Za dużo się urodziło i nie było już chętnych, inne oczekiwania co do rasy niż rzeczywistość i psy lądują w schronisku. Psów przybywa zamiast ubywać.

Do zwiększenia bezdomności zwierząt to przyczynia się ten, kto psa z domu wyrzuca, a nie ten, kto go kupuje w hodowli. Analogicznie - rozumiem, że pary starające się o własne dziecko przyczyniają się do zwiększenia ilości dzieci w domach dziecka - bo przeciez mogłyby adoptować...?

 4)

Powielasz cierpienie - już od dawna wiadomo, że wiele ras ze względu na wzmacniane u nich cechy, zostało doprowadzonych do wynaturzenia i cierpi częściej niż inne na dane choroby. Trudności z oddychaniem buldogów francuskich, czy wypadanie dysku jamnikom to najbardziej znane przykłady tego, do czego prowadzi hodowla w celu uzyskania jakiejś specyficznej cechy. Trudno też nie wspomnieć o tym, że pomimo zakazu nadal wielu szczeniakom bez znieczulenia obcina się uszy czy ogonki, a Polska jest krajem eksportowym tak okaleczonych szczeniąt za granicę, bo tam jest lepsza kontrola i jest to nie do pomyślenia.

Muszę odnieść się do tych nieszczęsnych uszu i ogonków, bo ten argument (bez znieczulenia!) przewija się tak często, że aż boli. 
Otóż moi drodzy. Zabiegi takie przeprowadza się w pierwszych dniach życia szczeniąt (tydzień to maks). A w pierwszych dniach życia szczenię NIE MA rozwiniętego czucia głębokiego. Co to znaczy? Że czuje tylko rozcięcie skóry. W ten sam sposób usuwa się szczeniętom wilcze pazury (częste u ras pasterskich). Uwierzcie mi, z krwawą rzeźnią nie ma to nic wspólnego. Szczenię piszczy głownie z powodu niewygodnej pozycji i przymusu (trzeba je przytrzymać, by sie nie poruszyło), po czym po zabiegu zasypia spokojnie.
Nie zmienia to faktu, że jeżeli hodowca uszy lub ogony kopiuje, to łamie prawo. Co tu rozkminiać?

Ja rozumiem, że ostatnie wydarzenia prowokują do takich wpisów.... ale zakrzywianie rzeczywistości po to, by pasowała do naszych poglądów jest nie do końca fair.

Przejdźmy do krainy tęczy i jednorożców, czyli do części dotyczącej adopcji.  Nie będę cytować wszystkiego po kolei, bo to bez sensu - moje przemyślenia na ten temat można sprowadzić do krótkiego: bullshit.
Jedyny punkt, który tak naprawdę się zgadza, to zmniejszanie bezdomności zwierząt. Tak, tu nie ma wątpliwości - adoptując sprawiasz, że w schronisku zamiast 500 psów jest 499.
Reszta? Pisane pod publikę idiotyczne argumenty.

Nie, psy w schronisku to psy po przejściach. Samo schronisko, oddzielenie od rodziny to jest dla psa poważne przejście. Kreślenie idyllicznego  obrazu "wszystko super" jest wręcz niebezpieczne. Jasne, to nie znaczy, że z takim psem się nie da fajnie żyć, nie zmienia to jednak faktu, że zazwyczaj wymaga to jednak sporo pracy.
Niestety, w mało którym schronisku dowiemy się czegoś precyzyjnie o danym zwierzaku. Taką szansę mamy, adoptując psa  z domu tymczasowego, ale nie oszukujmy się - w schronisku są  inne priorytety, niż żmudne socjalizowanie  psa, uczenie chodzenia na smyczy czy analizowanie jego charakteru. Taka smutna prawda, wymuszona przez rzeczywistość.
Nie, adoptowany pies nie kocha bardziej. Psu zwisa, czy jest adoptowany, czy kupiony w hodowli.  Jeśli ma miłość, akceptację, odpowiednie warunku - będzie kochał tak samo, niezależnie od  pochodzenia.
Na  koniec perełka: porównywanie psa do trampek. Brawo, brawo, brawo. Posiadanie "czegoś" oryginalnego wg autora tego wpisu powinno być dobrą motywacją do adoptowania psa ze schroniska. W tym momencie nasuwa mi się tylko jedno:



Podsumowując: autorze tego wpisu - shame on you!
Nie dość, że obrażasz dobrych, mądrych i kochających psy hodowców, to jeszcze obrażasz właścicieli psów z rodowodem. Bo jakże po przeczytaniu tej pisaniny nie odnieść wrażenia, że jak adoptujesz, to jesteś świadomym właścicielem, który mądrze wybiera przyszłego towarzysza, a jak kupujesz  w hodowli - jesteś burakiem, który o psach i ich potrzebach nie ma pojęcia....?

You Might Also Like

3 komentarze

  1. Bardzo dobry wpis. Zgadzam się w 100% Pracowałam jako wolontariusz w schronisku i z własnych obserwacji wiem, że osoby wybierające psy w schronisku kierują się głównie kryterium wyglądu "jaki słodki".
    Mam jeszcze apel - nie oceniajmy ludzi pod kątem tego czy adoptowali psa ze schroniska, czy kupili z hodowli. Najważniejsze to podjąć świadomą decyzję i zapewnić psu możliwie najlepsze warunki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie również ten tekst na fanpejdżu Korabiewic podniósł ciśnienie - odpowiedź na niego zamieściłam na blogu w zeszły piątek (http://trendzseterem.blogspot.com/2015/02/ja-sie-nie-wstydze-ty-powinienes.html). Wpis ów zabolał mnie tym bardziej, że zawsze uważam schronisko w Korabiewicach za modelowy przykład wiarygodnej, dobrze prowadzonej instytucji. Sama nawet użyłam tego przykładu w swoim wcześniejszym tekście (http://trendzseterem.blogspot.com/2015/01/kazdemu-wedug-jego-potrzeb.html).
    Pomijam antagonizowanie środowiska psiarzy, dzielenie go na lepszych i gorszych, stawiania znaku równości pomiędzy osobą, która kupuje psa rasowego ze świetnej hodowli a pseudohodowcą R. chociaż to także ogromnie mnie boli. To, co mnie martwi to skrajnie nieodpowiedzialna postawa promująca adopcję na litość i smutne oczy, a nie odpowiedzialną - "adoptowany kocha bardziej". Jak można pisać takie bzdury jednocześnie pracując w instytucji, która powinna szukać odpowiedzialnych domów swoim podopiecznym?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę, nie ja jedna mam takie odczucia... :/

      Usuń

Polub Śledź też pies

Polub u Śledzi

Polub Simpsons Polska

Zajrzyj na naszego Instagrama